Trochę jesieni

Jesień sobie pomyka. Nawet potrafi być ładna, aczkolwiek jesieniarą to ja nie jestem. W dodatku nie podoba mi się to słowo. Jest podobno pozytywne, ale zbudowane tak, jak budowane są słowa o wydźwięku zdecydowanie negatywnym. Pogoda była nawet ładna. Pomijam latające wszędzie nici, do których przyczepione był małe, paskudne pajączki. Brrr… Dynie też są ładne i smaczne, nawet lubię, ale moje ręce już nie. Bez rękawiczek reagują natychmiast, wygląda to jak oparzenie i długo się goi. Dynie i cukinie tak mnie załatwiają. Czyli do każdego plusa przyczepiony jest jakiś wielgachny minus. No ale czasem jednak sięgnę po aparat.:))) Halloween też nie lubię i nie rozumiem, efekt na zdjęciu wyszedł mi niezamierzony, po prostu podświetlona mgła mi się spodobała.:))) To znaczy tzw. komercjalizacja wszystko psuje i spłyca, odcinając od korzeni i wszelkich wartości. I mgły też nie lubię. No dobra, dosyć marudzenia. Jesień może być nawet ładna i przyjemna.:)))

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Wystawa florystyczna „Jesień” (2022)

Pierwsza była delikatna wiosna. Nasza pierwsza wystawa. Tyle stresu, tremy, niepewności. Teraz druga – jesienna. Zupełnie inna. Nabrałyśmy wprawy, mamy więcej wiedzy i umiejętności. Puściłyśmy wodze fantazji, czerpiąc pełnymi garściami z darów Natury. Wiosna to subtelność i pastele. Jesień – to głębia kolorów. Nasycone czerwienie, pomarańcze, żółcie, fiolety. Mocna zieleń końcówki lata. To nie tylko kwiaty, ale także owoce i… warzywa.:) Doskonale się razem komponują i uzupełniają. Toteż wystawa wyszła „na bogato”.:))) Po części oficjalnej oczywiście był pokaz florystyczny w wykonaniu pana Mariusza Gosławskiego. Zdjęć będzie sporo, bo i prac było więcej. Ogólnie i w detalach. Będzie baaaardzo kolorowo.:)))

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Ogrodzieniec 2022

Taaaak!!! Nareszcie!!! Znowu byłam w Ogrodzieńcu!!! Mam zdjęcia i nie zawaham się ich użyć.:))) Jak zwykle zaczęło się przebieżką po kramach. Trzeba było upatrzeć jakieś fajne rzeczy, sprawdzić, gdzie co jest, spróbować (miody pitne są przepyszne:))). Tak bardzo mi brakowało tej atmosfery, ludzi, tego uczucia przeniesienia w czasie. Stroje, przedmioty, kolory, zapachy, smaki, dźwięki (szczęk mieczy jest naprawdę super:))). Koncert ukochanego zespołu Jar. Jak miło się z nimi spotkać, znowu na żywo posłuchać. Eeeech… Cudnie było. Do czasu… Do czasu… najazdu barbarzyńców. Czyli napływu dzikiego tłumu turystów. Dla których to były kolejne stragany (kramy) do obejrzenia, popatrzyli na wojów („Widzieliście!? Oni się naprawdę biją!!”), posłuchali muzyki (uprzejme oklaski na koniec utworów). Ot, kolejna atrakcja turystyczna, przebieżka bez refleksji, głębi, docenienia dzieł twórców, wkładu pracy, ilości wiedzy i kunsztu. Takie powierzchowne zaliczenie atrakcji turystycznej. I taaaakie tłumy! Zresztą na niektórych zdjęciach to widać, na przykład różnicę przy pojedynkach: gdy były ćwiczenia, to sobie mogłam spokojnie podejść i popatrzeć. Turniej oglądałam już z daleka… Brakowało mi takiego spokojnego zatrzymania się, popytania, pooglądania. To mi się udało tylko na początku. Potem czasem było ciężko dojść do upatrzonego kramu. Ale trochę mi się udało kupić i popytać, i zamówić suknię na miarę.:) Jeszcze muszę sobie do niej utkać krajkę. Dziękuję tym wszystkim wspaniałym ludziom, których spotkałam. Sława!

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna