Jesień atmosferyczna

Dzisiaj jest taka jesień klasyczna. Buro, szaro, pada zimny deszcz, a ohydna mgła osnuwa wszystko przygnębiającą wilgocią. Przeglądam więc zdjęcia jesiennych spektakli na niebie. Dziś jest posępna szarość, ale czasem było błękitne niebo i oszałamiający festiwal chmur. Nawet mgła wyglądała ciekawie.:)

43307ebe09cd5075gen

Czasem pogoda była zmienna jak w marcu i trudno było nadążyć za tym, co się działo. Jak w filmie: czasem słońce, czasem deszcz. Ciekawe chmury jak z przykurzonej waty i przetaczające się najrozmaitsze kształty, gnane przez wiatr, czasem niosące deszcz. Taki jak latem, nagły, ulewny, szybko znikający i zostawiający świat lśniący i słoneczny.

d97488b074dc9cbagen

25df1f09bea9fd96gen

d3300fc3aba0962bgen

ab25b618d9f50019gen

bbf6e45cbf4d59d5gen

Pod koniec października trafiła się tęcza. W tym roku niezmiernie rzadko ją widziałam.

cdb57b2121eaf3b9gen

Przez chmury trudno zauważyć zachód. Ale czasem uda się złapać ostatni kawałeczek słońca.:)

e5f2d702d964b19bgen

Ponieważ chodzimy teraz na przystanek właściwie o świcie,:) to łatwiej jest dopaść wschodzące słońce, zwłaszcza, kiedy mgła sprawia, że można na nie spokojnie patrzeć.

78f8f48be1a178a0gen

Jeżeli nie ma zachmurzenia, to poranne słońce tworzy przepiękne obrazy. Bardzo lubię to malowanie światłem. Wszystko wtedy inaczej wygląda. Ten delikatny zagajnik cudownie wyglądał prześwietlony pierwszymi promieniami. Wyglądał. Niestety. Zaczyna już znikać. Była jeszcze jedna część, bliżej drogi, ale to już łąka… Teraz znika powoli druga część, więc jest to zdjęcie jedyne i archiwalne.

1119f8ecd49d8684gen

A niebo nie ogranicza się do jednego typu chmur i czasem występuje na bogato.:)

1eef257e6a01da0cgen

4da4799083286e91gen

9ea30c84d0c5e99cgen

No i w listopadzie pojawił się pierwszy śnieg. Niby znika szybko, ale bardzo długo utrzymywały się drobne płachty w rowach, zagłębieniach ziemi, przy kamieniach.

4ff4c9362d5f05fagen

A teraz coraz szarzej, paskudniej, zimniej. Ale pocieszający jest fakt, że przecież już niedługo, przed świętami, będzie przecież przesilenie. I to ubywanie dnia się zatrzyma i zacznie go w końcu przybywać. Może nawet i śnieg spadnie, przykryje tę burość i w ładnej scenerii pozwoli doczekać jasnych i ciepłych dni.:)

be486cdf1677b9fdgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Reklamy

Jesień wśród roślin i zwierząt

Jakieś te rośliny w tym roku zwariowane. Najpierw wszystkie kwitły naraz: akacje z bzami i lipami.:) Teraz, jakoś nie mogą się zdecydować przestać kwitnąć. Róża u sąsiada powtórzyła kwitnienie pod koniec sierpnia. Kwiaty trzymały się zaskakująco długo i kilka najwytrwalszych zostało aż do października.

f885f10f1180b221gen

U mojej mamy uparcie kwitnie przepiękny, biały powojnik. Jeszcze w zeszłym tygodniu widziałam kwiaty.

91bb3897e6795b8cgen

U nas na poboczu kwitnie niewielki krzaczek chabrów. Uparcie i wytrwale. Ostatnie zdjęcie zrobiłam mu wczoraj. Jeszcze trochę i przelezę przez rów, żeby pomacać czy żywy czy może sztuczny.:)))

e5181f278a7cc9e9gen

a33a9b422fcd63c3gen

Jakby tego było mało, to na moim podwórku kwitnie radośnie wrotycz, a koło płotu sąsiada zdecydowała się ponownie zakwitnąć nawłoć.

2a9de9979d61c767gen

be3c6b5a6d3ca821gen

Kwiaty doniczkowe też zaszalały. Grudniki kwitną, ale do ich fanaberii już się przyzwyczaiłam. Tzw. żywe kamienie zakwitły nadzwyczaj obficie, niektóre nawet miały pod dwa kwiaty, chociaż te drugie już były mniej ładne.

224a7b694cd37483gen

No i zaskoczył mnie stefanotis. On przeważnie kwitnie w maju. Przeważnie… Tym razem zdecydował się na październik. Kwiaty trzymały się długo i pachniały obłędnie.

f304df65ccdcd12egen

Drzewa z kolei dość długo miały zielone liście, ale jak już się wybarwiły, to na całego. Najpierw cudne sumaki, a ostatnio w świetle zachodzącego słońca aż płonął modrzew u sąsiadki. Nie na żółto, a na pomarańczowo.:)

eb74e75e1bca73a5gen

63f41bb2cf503ee3gen

Jeśli chodzi o zwierzęta, to najwytrwalsze są motyle. Nocne czyli ćmy. Nasza kocica właśnie przed chwilą usiłowała jakąś złapać.:))) A ten motyl na mniszku pozował wdzięcznie jeszcze w październiku.

14e8ca546c262485gen

Coś nam kiedyś w połowie października odbiło i po południu pognaliśmy do lasu, „kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła”. Było bardzo sucho, ale jednak parę grzybów znaleźliśmy, choć niektóre kanie były już suszone.:))) No i węża. Konkretnie zaskrońca. Uciekał, ale na szczęście w porę go zauważyliśmy i staraliśmy się nie robić hałasu, żeby można mu było zrobić jakieś zdjęcie. Cały się nie zmieścił w kadrze, to robiłam na raty, bo piękny był bardzo.:)

798ee550715a7cb5gen

42ba5915475b8599gen

Ponieważ na polach jest przeważnie pusto, to można nawet zobaczyć bażanty. Ten pojawił się rano, no i uciekł, dlatego zdjęcie udało mi się zrobić tylko takie.:) Mój aparat wczesnym rankiem niezbyt chętnie robi porządne zdjęcia.:)

39b3b49e6045a426gen

No i ostatnio rano przychodzi na dąb u sąsiadki sympatyczna rudaska.:) Ale też wcześnie. Jest coraz ciemniej i trudno ją było zauważyć. Był tylko taki puszysty kontur.:)))

e5d4ca05fa1b7c99gen

A najczęściej to można zaobserwować koty. Polujące, harcujące albo słodko śpiące.:))) Ten czarno-kolorowy wypłosz to nasza Pusia.:))) Nie spadła wtedy z dachu, ale jak już wyhamowała, to zawróciła, poszła do góry i przelazła na drugą stronę.:)

0befca3932d67aaagen

6511ccad54776354gen

bdfd0de0a0c7649fgen

02d215e6d68a531dgen

2317431e39b69a4fgen

Trzeba przyznać, że jesień w tym roku bogata, ciepła i nadzwyczajnie łaskawa. Marzyłam kiedyś żeby zobaczyć na żywo zaskrońca, no i się udało. Przepiękne zwierzę.:) Takie chwile są jak drogocenne paciorki, które są nanizane na nić życia. Tak miło je wspominać i zachwycać się nimi.:)

edfb136762483aeagen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Jesień kulinarna

Najpierw uzupełnienie: na prośbę Ewy zdjęcie „łupów” z festynu w Biskupinie.:) Miedziana ozdoba wykonana przez mojego synka, tudzież przewiercony krążek bursztynu. Bursztyn jest bardzo jasny, mało przezroczysty. Dzieło dokonane „wiertarką” z epoki, również przez mojego synka.:) I oczywiście moje piękne kolczyki, wykonane przez rekonstruktora. No cuda są na jego kramie. Trudno przejść obojętnie…:)))

309650dde787e74cgen

Przechodząc do kulinariów. Aniu, o tym Ci właśnie mówiłam.:) Wyrosło nam w ogródku „coś”.:))) Nie wiemy co. Historia tego była taka. Zachciało mi się eksperymentów, wniosłam do domu wielką donicę i zaczęłam w nią upychać rozmaite nasiona. Co gorsza, teraz już nawet nie pamiętam jakie.:))) Był tam chyba arbuz, jakieś dynie, melon. Wszystko kiełkowało i natychmiast zdychało. Posiałam rzodkiewkę. Wyrosła, ale tylko liście. Już miałam to wyrzucić, ale dostrzegłam dwie inne rośliny. Sądząc po liściach mogła być to jakaś dynia, arbuz lub melon. Cóż, liście to ma podobne, kwiaty też. Ale skoro ładnie rosło, to wysadziliśmy do ogródka. Urosło porządnie, zakwitło i wydało owoc. I tu nam szczęki opadły. Owoc zapowiadał się wielki. Podobny do cukinii, miał nawet paski, potem zrobił się taki jakiś żółtawy. Do tego jeden koniec miał dziwnie bulwiasty, podobnie jak dynia piżmowa. Poczekaliśmy trochę. Ponieważ jesień zaczęła się na dobre, to zerwaliśmy to „coś”. Okazało się, że budowę ma jak dynia piżmowa – pestki są tylko w tej bulwiastej części. Miąższ był jasny, żółtawy, smak – jak mocno dojrzała cukinia. Ot, krzyżówka nam jakaś wyszła. Ale smaczna.:)))

e97b4aea8c2fb54dgen

45b1a8bdc030d7e6gen

732010451478ab0dgen

Normalne cukinie też mieliśmy, ale nie za specjalnie owocowały. Mamy jeszcze dynie, z pestek zebranych z dyni, którą dostaliśmy w ubiegłym roku od sąsiada. Jest smaczna, ma pyszne pestki i świetnie się z niej robi mus. Dobra na zupy, do ciasta, jako składnik warzyw podsmażanych na patelni. Nie jest za duża, co jak dla nas jest dobre.:) Ale, oczywiście, nie wiem co to za dynia.:)))

84daf95aab5502c5gen

Ostatnio zaczęliśmy kupować większe ilości mleka i robimy sobie prosty ser twarogowy. Ponieważ zbieramy sporo śmietany, to ukulałam masło. To moje określenie.:))) Bo biorę duży słój, wlewam śmietanę, no i tak… kulam to, opierając na kolanie. Śmietana wesoło chlupie i po pewnym czasie wybija się z niej masło. Nie mam kierzanki, więc nie mogę sobie śpiewać: „My Słowianki…”:)))

3e50b290bb7fbbadgen

Do masła nie dodawałam żadnego barwnika, ono takie żółte po prostu jest.:) No i wreszcie miałam cały zestaw własnej roboty: chleb, masło i ser. Pyszne to wyszło.:))) Ser taki niektórzy nawet jedli na Kartoflisku.:)))

a845e017082e1c00gen

W tym roku trochę sobie poeksperymentowałam. Część owoców poszła tradycyjnie na dżemy i nalewki. Ale wyjątkowo obrodził mały krzaczek pigwowca. Nalewka się robi.:) Ale było tego dużo. Zamarzyły mi się marmoladki. Spotykałam się z tą nazwą w różnej literaturze i sobie to wyobraziłam. Taki gęsty dżem, coś pośredniego między galaretką a rachatłukum, krojony w kostkę. Podobne zapewne są tzw. serki jabłkowe, na które przepis znalazłam w książce pani Ćwierczakiewiczowej. Ale ja miałam pigwowiec. Owoce drobne, twarde, kwaśne potwornie, o pięknym zapachu. No i mają mnóstwo pestek. W jednym naliczyłam 38. Po namyśle przekroiłam te „jabłuszka” na połówki. Wydłubałam pestki i wrzuciłam połówki do garnka. Ze skórki nie obierałam. Pogotowałam trochę, aż mogłam je rozgnieść łyżką. Przetarłam przez sito. To już zaczęło dobrze wyglądać.:))) Dodałam sporo cukru. Około połowy wagi owoców. Pogotowałam dalej. Potem wyłożyłam sporą blachę od piekarnika papierem do pieczenia, posmarowałam odrobiną oleju i wylałam masę owocową. Wsadziłam do piekarnika, ustawiłam na 50 stopni i zostawiłam. Po pewnym czasie zaczęła się robić fajna galaretka, taka sprężysta. Potem delikatnie przewróciłam to na drugą stronę. Jak przestało być maziste w środku, pokroiłam na kostki i dosuszyłam na suszarce do grzybów i owoców.:) No i mam marmoladki.:))) Ponieważ są jednak mocno kwaśne, to obtoczyłam je w cukrze. Pycha! Muszę sprawdzić, jak to się zachowa po wrzuceniu do herbaty.:)

820b18f3837f15ebgen

2207dbf92a1efbb4gen

Przy okazji poczytałam sobie urocze dzieło pani Ćwierczakiewiczowej. Naprawdę świetna rzecz! Co prawda jak zaczęła tłumaczyć przeliczanie miar i wag, to padłam.:))) Jakie tam jest bogactwo owoców, przypraw, rodzajów przetworów, używanych sprzętów. Bardzo pouczająca lektura. I pomyśleć, że w czasach słusznie minionych to było w zaniku. A przecież gospodynie potrafiły takie cudeńka kulinarne robić. No i miały sporą wiedzę. Przepisy tu podawane są z wielkich (jak dla nas) ilości składników, no i nie mamy służby, ale zawsze można coś wykorzystać.:) Jako przykłady fragmenty przepisów. W jednym wyjaśnienie co to jest alkiermas, a w drugim proporcje mięsa na bulion.:)))

1c926b36714655f9gen

79bf71c565f3e0f0gen

No i jedno z moich ulubionych zdań, które kończy wiele przepisów: „Będzie wyborne”.:) Jeśli macie okazję znaleźć tę książkę w oryginalnym brzmieniu, to polecam.:)))
No proszę, jesień jednak może być ciekawa i przyjemna.:)

72f1a0ad7e85e3c2gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

W Biskupinie na festynie:) cz. 2

No to idziemy dalej. Jak już pisałam – program był bardzo bogaty, wykłady, inscenizacje, koncerty. Wprawdzie nieco podobnie jak w ubiegłych latach, ale teraz większość w innych miejscach, więc trzeba było szukać. No i przez to nie wszystko obejrzeliśmy, zrobiłam tylko część zdjęć. Czasami w jednym miejscu zatrzymywaliśmy się na dłużej, toteż gdzie indziej tylko biegiem i częściowo.:)
Albo się rozdzielaliśmy. Na przykład ja buszowałam w kramach i chatach łużyckich, panowie sobie poszli do osady pierwszych rolników oraz obozowiska łowców i zbieraczy epoki kamienia. Ja odmówiłam wchodzenia po schodach. Są wielkie drewniane i się ich boję. Schody ogólnie nie są dla mnie przyjazne, potrafią mnie zrzucić, skopać i czasem coś mi skręcić (na przykład nogę). Toteż zawsze podchodzę do nich z dużą nieufnością.:) Zdjęcia po tamtej stronie schodów robił synek.:) Oczywiście pan Wojtek z wołami to było zdjęcie obowiązkowe.:)))

c997930a697cf9c4gen

5c3e0e727ab98a0fgen

78a7a9fe76ef9db6gen

99c3d3fa396d526dgen

Przy okazji – kramy to nie tylko piękne i pożyteczne rzeczy do kupna, ale także różne ekspozycje, narzędzia, materiały, bo tam część rzeczy powstaje na bieżąco i można obejrzeć proces powstawania rozmaitych przedmiotów. Tu powstają, między innymi, piękne kolczyki.:)

ac99ab25ec7cf5e6gen

A przebiegając różnymi ścieżkami czasem była okazja do zrobienia zdjęć takim słodziakom. Wszyscy się tymi myszkami zachwycali, znosili je ze ścieżki i robili zdjęcia.:)))

1843ee1483f12354gen

Zmuszeni do poszukiwań tego, co chcieliśmy obejrzeć, oglądaliśmy też inne rzeczy, które „odkrywaliśmy”.:))) Synek utknął na dłużej u bursztyniarza, bo się przyznał, że umie się posługiwać starożytną wiertarką. Dostał małą wiertarkę, kawałek bursztynu i miał wywiercić dziurkę. Nigdy nie myślałam, że znudzi mi się oglądanie bursztynów.:))) Bo to trwało… Ale się udało. Dziecię szczęśliwe, pan zadowolony z efektów, dał ten kawałek na pamiątkę.:)
Poszliśmy potem do centrum gastronomicznego – wszystkie punkty z jedzeniem zebrano w jednym miejscu, z daleka od kramów, co oceniliśmy na duży plus. Po posiłku obejrzeliśmy coś w rodzaju wystawy prac rzeźbiarza. Rzeźby w kamieniu. Autor siedział w innej części, tuż koło wioski wczesnopiastowskiej i pracował nad kolejnym dziełem. Rzeźb było mnóstwo, z różnych epok i krajów, kopie najrozmaitszych posągów, fryzów, kolumn i innych tego typu rzeczy. A obok rekonstrukcja kamiennego grobowca.

664827f846edf5ebgen

211eb1fe164cc681gen

379abe03e4d7dce9gen

Do tego znaleźliśmy ciekawą hmm… instalację edukacyjną: kawałki drewna z różnych drzew, liście, kora, do zgadywania i przy okazji nauczenia się rozpoznawania gatunków. Zdjęć nie robiłam, bo było dość ciemno, a my byliśmy tam już pod koniec dnia.
Drugiego dnia zaczęliśmy od Interaktywnego Muzeum Rybactwa. Jest tuż obok miejsca, w którym nocowaliśmy, więc nie wypadało ominąć. Zwłaszcza, że bilet parkingowy dawał nam zniżkę na bilet wstępu.:))) Trzeba przyznać, że bardo ciekawie urządzone. Na początku izba rybaka. Na jednej ścianie ekran, a na nim film – scenka z życia. Jakby się zaglądało do prawdziwej izby. Mnóstwo sprzętów domowych, i tych do pracy, do połowu ryb, sieci najrozmaitsze i wędki ze spławikami, przynętami itp. Dużo zdjęć, ryb, przekrój ryby, łuski pod mikroskopem, quizy dla dzieci, gra z łowieniem ryb, akwarium z żywymi rybami, duża łódź, w której można było usiąść, a na dziobie łodzi… rybak siedzi, pali fajkę, opowiada piękną bajkę…
Duuuużo tego, ciekawe, piękne, pomysłowo zrobione, z częścią zewnętrzną, gdzie były m.in. wielkie modele ryb, różne narzędzia i maszyny, jak na przykład kosiarka do roślinności zarastającej jezioro.

142c4ef99f80c4f4gen

a54079671efd006fgen

5a0159b2c711da28gen

Jak już wspomniałam były różne inscenizacje. Część widzieliśmy z daleka, część – w częściach.:))) Jedną z tych scenek była historia o Mieszku I i cesarzu Ottonie III i bitwa wojów. Tak, była bitwa.:))) Czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Historia była o podarowaniu cesarzowi wielbłąda.:))) I tu pojawiają się właśnie wielbłądy, o których wcześniej pisałam. Inscenizacji nie obejrzeliśmy w całości, ale fragmentarycznie. Czyli tak: widzieliśmy wielbłądy, bitwę wojów, biskupa Thietmara, który był narratorem, Mieszka I i Ottona III, Części nawet udało mi się zrobić zdjęcia. Tylko Ottonek wykorzystał chwilę, kiedy akurat delektowałam się podpłomykiem i przemknął kurcgalopkiem. I tyle go widziałam.:))) Wielbłądom zrobiłam zdjęcie osobno i z tym, no operatorem?:)))

bba1b714d666da1fgen

c59fed1bc9f16abfgen

7bd3869cb44237c4gen

f755bce4e95c7f26gen

c61c1f4c74aa0d29gen

Zdecydowanie w tym roku te dwa dni na festiwal to było za mało. Tam trzeba być tydzień i już. No nie wiem, ale zaczynam coraz bardziej myśleć o… wolontariacie.:))) Zobaczymy.:)))
To już koniec tegorocznego sprawozdania, kolejne, mam nadzieję, za rok.:)))

c59b0581d90e34ddgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

W Biskupinie na festynie:) cz. 1

Zatem kolejny raz wyruszamy w drogę i mkniemy do Biskupina. Tym razem na XXIV Festyn Archeologiczny. Tematyką jest handel w szerokim tego słowa znaczeniu i nie ograniczający się tylko do jednej epoki. „ArcheoMarket. Od wymiany po stragany”. Najpierw po drodze sprawdzamy jak wyglądają lasy. Nadal jest to przykry widok. Olbrzymie ilości pociętego i równo ułożonego drewna, pojedyncze drzewa, które jakimś cudem ocalały i krzaki. Wiele czasu upłynie, zanim to odrośnie do poprzedniego stanu.

bdc7e590a103c39fgen

No dobrze. Dojeżdżamy. Meldowanie w pokoju, pani z zajazdu już nas rozpoznaje.:))) Ciekawe, czy mają karty stałego klienta?:))) Ruszamy do kas. Cóż, to już końcówka festiwalu, więc tłumów przy kasach i kolejek nie ma. Idziemy, tradycyjnie do wioski wczesnopiastowskiej, od razu przed bramą wpadając na znajomego.:)))
Idziemy i po drodze szukamy zmian. W Biskupinie sporo się zmieniło, zaczynając od Dyrektora… Przy chacie pałuckiej małe przemeblowanie, ale to już było w zeszłym roku, po tych wichurach, bo tam drzewa połamało. Wioska wczesnopiastowska – bez zmian. Wojowie ustawieni w rządku pozowali do słit foci z jakimiś dziećmi. Kramy bez zmian, rzemieślnicy są, podpłomyki są.:) Jeszcze sprawdziłam, czy wełna jest. Taka żywa wełna.:)))

8351f8ba1b16f971gen

No to teraz do chat łużyckich, muszę się z tkaczkami przywitać. Wychodzimy z wioski i o! A ci co tutaj robią? Kramów nie widzę, nowe stanowiska drużyn, obok na polance ćwiczą sobie wojowie.

75b332cdf052c393gen

c39b90a731b72d33gen

Dalej inni wojowie i Rzymianie.:) Nawet mają arenę do walk gladiatorskich.

c8161a1db271982bgen

Koni nie widać. Okazało się, że padok jest teraz za chatami łużyckimi, dzieci mogą sobie pojeździć. Natomiast tam gdzie były konie – teraz są… wielbłądy. Dwa duże i jeden malutki. Wersja dwugarbna.:))) Ale o nich jeszcze będzie mowa.
W chatach łużyckich oczywiście obowiązkowo stroje, tkactwo i barwienie tkanin. Trochę pogadałam, zrobiłam parę zdjęć – głównie tam gdzie farbowanie, bo w innych chatach było więcej ludzi. Piękne są te barwy. Do tego były nastrojowe promienie słońca.:) A przy ognisku naczynia z kąpielą barwiącą. Przy okazji zobaczyłam nową metodę przywiązywania osnowy do półnicielnicy i piękny wzór na krajkę tabliczkową. Tu nie zrobiłam zdjęcia – mój błąd. Teraz będę musiała szukać w internecie, żeby spróbować odtworzyć.

02f25b1cb3295dcbgen

e6fec4cb3c2541f5gen

a7739c518e3319f7gen

f1b89bc7cb9e978dgen

66a8409930e06cf9gen

Tak ogólnie to zdjęć zrobiłam mało. W paru miejscach się zgapiłam, będę musiała w przyszłym roku nadrobić zaległości. O ile się uda.:) Bo chleb na pewno będzie, ale czy będzie stanowisko z haftami pałuckimi? Bardzo bym chciała. Obejrzeliśmy je w biegu, zdążyłam tylko trochę popatrzeć i dowiedziałam się, że czerwona halka z czarnym haftem to piekielnica.:))) Nie ośmieliłam się poprosić czy mogę zrobić fotkę, bo pani ją miała na sobie i z wdziękiem uniosła spódnicę, demonstrując haft cudnej urody.:)
Ogólnie to w tym roku wyszło mi bardzo chaotycznie. Duże „przemeblowania”, musiałam się zorientować gdzie co jest, poza tym trafiały się postoje czasochłonne, no i nie wszystko obejrzałam dokładnie. A tu było kilka inscenizacji, kilka wykładów. Oj dużo tego! Faktycznie potrzebne parę dni, żeby tym wszystkim się dobrze nasycić.:))) Scena w innym miejscu, z telebimem, dobre nagłośnienie. Pierwszy zespół niemal lokalny, bo z Gniezna. Nazywa się Huskarl i gra podobnie do mojego ulubionego Jaru.:) Następny to Lity Taler z Białorusi. Bardzo sympatyczny, świetnie grają, mam płytę z autografami wszystkich, którzy mi się nawinęli pod rękę, chociaż nie jestem pewna czy jedna pani była z zespołu, ale sprzedawała płyty i z rozpędu jej też podstawiłam okładkę.:)

c948cf14c46cbe31gen

00ebd3dcbbfac88egen

Ze stałych punktów, to udało nam się w ostatniej chwili złapać saperów. Dzieciaki bardzo chętnie pomagały im sprzątać i pakować stanowisko (różne pociski, i takie tam). Mąż sobie z nimi porozmawiał, a synek wykorzystał okazję, że został sam i pozwolono mu wejść do samochodu. Usiadł przy kierownicy i pan mu pokazał, jak się włącza syrenę.:)

f4fa636884fb734bgen

Tak patrzę i myślę, że chyba jednak ten wpis podzielę. Mimo wszystko wyszło tego sporo. To w takim razie tutaj stawiam kropkę i zapraszam na drugą część.:)))

88457435476eb595gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Jesiennie, sennie

No wiem, miał być wpis o Biskupinie. Obiecałam – będzie na pewno. Ale coś ostatnio niedomaga Fotosik, gdzie mam zdjęcia i muszę jeszcze trochę poczekać. Było sporo zmian, które chciałam zilustrować.:)))
Tymczasem wybraliśmy się z ostatnią już wyprawą do naszej zaprzyjaźnionej cioci od bloga i pianina.:))) Najpierw tradycyjny spacer po lesie, nawet udało się nam trochę grzybów znaleźć, kanie się suszą, a podgrzybki zostały zjedzone w niedzielnej jajecznicy.:) Jak zwykle czas bardzo mile spędzony z naszymi przemiłymi Gospodyniami. Przy pysznościach i pogawędkach. Zostaliśmy poczęstowani fantastyczną herbatą o jaśminowym zapachu. Orzeszki w wasabi to jednak nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.:))) Oj nie!:))) Bardzo lubimy tam jeździć. Ciepło, serdecznie, wesoło, sympatycznie. Dziękujemy Kochane!:)
Jak Fotosik się pozbiera, to spróbuję napisać coroczne sprawozdanie z Biskupina.:)))
Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Skrót wiadomości:)

Lato się skończyło, a jeszcze sporo się działo. To tak w skrócie.:)))
Oprócz wyjazdu nad morze były też inne imprezy.
Oczywiście dożynki.:) Tym razem brałam w nich bardzo umiarkowany udział – właśnie z powodu wyjazdów. Wieniec miał w tym roku akcenty patriotyczne, ale wiadomo – wyjątkowa rocznica.

78472dcbf5c7bdeegen

aa562ae6c2abdafagen

Po dożynkach gminnych i parafialnych – uroczystość w naszej wsi. Nasza Ochotnicza Straż Pożarna obchodziła swoje 90-lecie. Byliśmy na mszy, na której poświęcono sztandar naszej straży. Było uroczyście, momentami wzruszająco, pięknie. Było dużo zaproszonych gości, poczty sztandarowe, mnóstwo wozów strażackich (wśród nich uroczy zabytek:). Była orkiestra i nasz chór Moderato.
Jestem dla nich pełna podziwu. Znam rodziny, w których kilka osób jest w straży. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Dzieci też chcą być strażakami.:) Jest też drużyna juniorów. Strażacy – na nich zawsze można liczyć.:) Wszystkiego najlepszego!

90c460c0884fdbe7gen

477be557fb5594abgen

0d31bc2b11e00fe5gen

04d31ff1eed244a6gen

6c10025065de663egen

a03427dd34bc7b35gen

4dd02f5e03c3f4fdgen

Potem kolejny wyjazd i spotkanie z fantastycznymi ludźmi – słowem: Kartoflisko. Tym razem bardzo miła lokalizacja w uroczym Złotym Potoku. Pomijam dojazd i powrót, które upłynęły pod znakiem żółtych tabliczek z napisem „Objazd”… Spotkanie, jak zwykle, za krótkie. Wiele rozmów, śmiechu, pyszne jedzenie, świetne nalewki. Ale najważniejsze – bycie razem, cieszenie się swoim towarzystwem, ładowanie akumulatorów na zimę, żeby było co wspominać. Dzieci też znalazły zajęcie, a synek przytaszczył mnóstwo krzemieni i kamienie ze skamielinami.:))) Eeeech! Pięknie było!

20546672bbafb6ccgen

0a99acbb4e6d26a4gen

b92dfc7704ed52d2gen

W drodze powrotnej zafundowaliśmy dzieciom jeszcze jedną rozrywkę – zamek w Olsztynie. Mąż chodził z nimi po rozmaitych schodach. Ja nie wykazałam entuzjazmu, nie chciało mi się zakładać adidasów, zostałam w sandałach i oglądałam sobie zamek z dołu.:)))

163a1eef3c88f0a9gen

Koniec lata dał nam piękną pogodę, można się było pozachwycać przyrodą. Nad naszym domem żurawie ćwiczyły loty w różnych formacjach. Pojawiło się mnóstwo latających puszków – chyba z topoli lub czegoś podobnego i zasypały wszystko. Wyglądały jak ciepły, puszysty śnieg.:) Wreszcie zaczęły spadać orzechy.:))) Najlepiej smakują mi te świeże, obrane ze skórki. Pyszne.:)

95940d0f11af9751gen

b44e70a70d47b007gen

f8949f4d93a046d0gen

To tyle skrótu. Był jeszcze jeden wyjazd, ale na niego trzeba jednak odrębny wpis. Oczywiście chodzi o festyn w Biskupinie.:))) To będzie następne, tylko uporządkuję i wybiorę jakieś zdjęcia.:)))

2c5ae372f1396c7fgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna