Słowiańskie klimaty

Coś ostatnio te wpisy są z dużym poślizgiem, ale tak jakoś w te wakacje nie mam czasu.:)))
Teraz pora na kolejny wyjazd. Zaniosło nas pewnego pięknego dnia do Sobótki, położonej u stóp Ślęży. Miejsce niezwykle stosowne, nastrojowe, z ciekawym klimatem. Otóż odbywa się tam festiwal słowiański. Młodziutki on jeszcze, ale sympatyczny, bez zadęcia i wielkich tłumów. Miła atmosfera, warto było.:)
To oczywiście nie jest tak blisko i po drodze mijaliśmy duuuuże miasto z ciekawym mostem.:)

4513cbfed9e06344gen

e8623ede4bf24557gen

Samochód zostawiliśmy sobie na parkingu, sympatyczny pan pobrał opłatę i wskazał nam miejsce. Potem kawałek pod górę i dotarliśmy. Na dzień dobry jedna z odnalezionych tam rzeźb o nazwie Mnich. Do słynnego niedźwiedzia nie dotarliśmy, ale to już jest na następną wyprawę. Mamy zamiar przyjechać tu tylko dla samej Ślęży.:)

25de6e9b97d84276gen

Idziemy dalej i za drzewami pojawia się znajomy, jakże miły sercu widok.:)

d95ce39074a99447gen

Jak się okazało, dalej jest współczesna wersja.:)))

43df3c28b35614e4gen

Ponieważ zbliżała się pora obiadowa, dziecięcia były już głodne, to po krótkiej przebieżce po terenie, poszliśmy do knajpy. Sympatyczna z wystrojem w stylu mieszanym, słowiańskim i myśliwskim.:) Ciekawe rzeźby były wewnątrz i na zewnątrz.

0ccda83d3149beefgen

92a0a06e6c6044adgen

Mnie się jeszcze podobał „talerz” na pizzę i urządzenie dla klientów. Gdy przyjechało windą nasze jedzenie, to zmyślne urządzenie migało i piszczało. Pani wydająca posiłki nie musiała dzięki temu ryczeć: „PIZZA!!!”

6a00340935526be4gen

f251d6fd94220973gen

9d66ac3fb1bd3e6fgen

Z najedzonymi dziećmi mogliśmy już spokojnie połazić po terenie. No cóż, to była jedyna wada tej imprezy. Teren niezbyt wygodny, stromy, trzeba było uważać pod nogi. Dobrze że były tam kramy, to się chodziło wolno. A było dużo różnych pięknych rzeczy.:))) Ja jeszcze wypatrzyłam panią, która tkała krajkę na skomplikowanym urządzeniu. Takie krosno do tkania krajek, znam tylko angielską nazwę inkle loom. Pani zrobiła je sobie sama.:)

2d0f33899f404924gen

177004e6492594e3gen

Niektórzy przyjeżdżali ze swoimi zwierzątkami i prowadzili je na smyczy.:)

1010b4a7eb6ae853gen

Atrakcji było sporo. Opijaliśmy się pyszną, chłodną miętową miodoladą. Dzieci dostały zmyślne piszczałki i piękne świece woskowe. Dostały! Ot tak po prostu. Bo na przykład ładnie tańczyły.:) Mnie ktoś poczęstował jakimś procentowym napitkiem.:) Synuś dorwał się do lin, bo tam był park linowy i trochę sobie połaził po dziwnych rzeczach.:) Córcię urzekli panowie grający na bębnach. Najpierw potańczyła, a potem dostała bębenek i dołączyła do zespołu.:))) Postrzelaliśmy sobie nieco z łuku – tutaj ja miałam najlepsze wyniki.:) A dzieciom spodobała się galopująca świnka, klasycznie z jabłkiem w ryjku. Ale ona miała wziąć udział dopiero w nocnej biesiadzie.:)))

16492df728f948fdgen

263075ebcc282a8fgen

Czekaliśmy wytrwale na występ naszego ulubionego zespołu Jar. Zjawili się niecałą godzinę przed koncertem. Przywitaliśmy się, kupiłam płytę, pogadaliśmy. Ponieważ zostało nam trochę czasu, to poszliśmy na spacer. Wystarczył jeden zakręt, a zniknął gwar festiwalu i otoczyła nas cisza świętej góry. Pięknie, spokojnie, majestatycznie, magicznie. Łagodna droga. Można by tak iść i iść. Powoli zaczynało się ściemniać, słońce chyliło się ku zachodowi. Migotały delikatne dzwonki naparstnic, pyszniły się paprocie, na niektórych roślinach migotały niczym klejnoty kolorowe chrząszcze. Otaczał nas dostojny spokój odwiecznej góry. Miałam wrażenie, że gdy jeszcze dalej pójdziemy, to usłyszę trzask ogniska i śpiewne inkantacje kapłanów. Niezwykła jest ta góra.

edf6570aadbce619gen

b02a49b68e5d33e6gen

39352fabf4fa84aegen

Zbliżała się pora koncertu, wróciliśmy. Widok z góry podczas zachodu był piękny.

c5d280958e339658gen

Jar oczywiście nie zawiódł.:))) Porwali publiczność. Tańczono indywidualnie i w kręgach. Radość, muzyka porywająca, czasem z nutką smutku czy zadumy, rytmy, których słucha się sercem. Eeeech! Oni są wspaniali!

8f73229c8afec5f0gen

63cf4bbe22b4fd69gen

Wracaliśmy pełni wrażeń, zmęczeni, ale zadowoleni. Dzieciom się podobało, impreza warta polecenia. Cudnie było! Może w przyszłym roku też się wybierzemy? Mamy nowe miejsce festiwalowe i warto to wykorzystać.:)

14a1675dae29c682gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Reklamy

Biskupińskie widoczki

To druga część związana z warsztatami tkackimi, albowiem nie samym tkaniem człowiek żyje.:))) Choćby jeść czasem potrzeba.:) To spowodowało zainteresowanie nowym budynkiem – restauracją. Obsługa miła, jedzenie smaczne, ceny zjadliwe.:)

e6fa4eb4a5ba3661gen

Obok, za ogrodzeniem, stały ciekawe sprzęty. Jeden przypominał łódź wikińską, drugi parowóz, a trzeci był taki, jak zwykle te sprzęty bywają.:))) Na razie cieszyły tylko oko. Nie wiem, czy to eksponaty, czy w czasie sezonu są jednak używane.:)

9c09e563d6df15b2gen

4bf4970fc76f5c7dgen

dc3d5be2153e3b74gen

Wczesna pora rozpoczynania zajęć i późna ich kończenia, sprzyjała spacerom po niemal pustych ścieżkach. Turystów było mało, teren duży, dało się uniknąć ludzi w kadrze.:) Można było sobie obejrzeć pustą „poczekalnię” koło przystani, wioskę wczesnopiastowską, w której pojawiły się sprzęty, których ostatnio nie widziałam. Zawsze coś ciekawego się trafi.:)

a7ed2c6b83fd38a0gen

0eeef8888df6e79bgen

17d628b6ed5ac415gen

09feaa1795eccc07gen

1e16c102a4d0fefegen

Brak ludzi był świetną okazją do zaobserwowania mieszkających tam zwierzaków. Oczywiście nie obyło się bez wszędobylskich królików. Przed aparat wbiegła mi także zięba (ten zięba:), pliszka, trznadel (chyba, bo szybko biegł). Po drzewie skakał kowalik, a na tafli jeziora dostojnie kołysał się łabędź. Trzciniak był niewidoczny, ale głos miał donośny, szkoda, że nie umiem tego nagrywać. W wiosce na chwilę przykucnął nerwowy motyl – południca (rusałka) osetnik.

b13983db4a07b700gen

29bc1ccff6d091degen

2a7bd172192b80f4gen

b1ffe5b676c44f45gen

2ab09cd3e9ce4913gen

2503e7092fae83aegen

fff94da5ad642be7gen

Przy okazji zajrzeliśmy do muzeum. Tym razem wystawa dotyczyła dawnych Słowian – opisywane były budowle, sprzęty, odzież, broń itp. Tyle że dość nietypowo: ilustrowane to było… fragmentami komiksów o Kajku i Kokoszu.:))) Dodatkowo były wyłożone różne tomy, można było sobie usiąść i poczytać.

3e414f57048d6309gen

Jedyne, czego mi tam może nieco brakowało – to czas.:))) Ciągle go mało. Tam by trzeba było być co najmniej tydzień, żeby wszystko spokojnie, bez pośpiechu obejrzeć i żeby sobie, tak po prostu, pochodzić. Usiąść na ławce, popatrzeć na jezioro, posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na skubiące trawę króliki. No i oczywiście prząść i tkać. No ale mogę sobie tylko pomarzyć… Podczas festynu jest tłum ludzi, gwar, zamieszanie, chaos i hałas. To ma swój urok, są wtedy kramy pełne pokus, rekonstruktorzy, piękne stroje, broń itd. Ale coraz bardziej cenię ten cichy Biskupin, kiedy można spokojnie powędrować… w czasie i napawać się niezwykłą atmosferą tego miejsca.

6b2953e19e13a74cgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Biskupińskie niteczki

No to kolejna część nadrabiania zaległości. Podzieliłam jednak wpis na dwie części, bo jakoś dużo mi wyszło.:)
Oczywiście będą warsztaty tkackie w Biskupinie.:))) No nie daruję Wam tego.:)))
W tym roku zostały podzielone na dwie części: pierwsza (czerwcowa) – przędzenie i tkanie krajek na bardku i tabliczkach, część druga (sierpniowa) – tkanie na warsztacie tkackim. Niestety mogłam być tylko w czerwcu. Ale być musiałam.:))) Ktoś może pytać dlaczego tyle razy tam jeżdżę? No bo lubię.:))) Zawsze czegoś się nauczę, poznam nowych ludzi, popracuję w zaciszu chaty łużyckiej, połażę po ukochanym rezerwacie archeologicznym. No ale przede wszystkim jest to spotkanie z osobami, które te warsztaty prowadzą. Osoby przesympatyczne, kompetentne, które nie tylko bardzo lubię, ale i podziwiam za wiedzę i umiejętności. Za to, jak opowiadają o swojej pracy, dzielą się z nami wiedzą, pomagają, cierpliwie tłumaczą. To są wspaniałe dni, wypełnione pogłębianiem wiedzy, pracą, ale też są śmiechy, żarty, atmosfera jest koleżeńska i miła.:))) No prostu chce się tam wracać.:)))
Jak zwykle przyjeżdżam dzień wcześniej, bo mam nieco daleko. To 5 godzin jazdy, po drodze muszę zrobić jakiś przystanek, to trochę schodzi. Tym razem zatrzymałam się w gospodarstwie agroturystycznym w Gąsawie. Dostałam przyjemny apartament, składający się z dwóch pokoi i łazienki. Z dobrze wyposażoną częścią kuchenną. I elementem, który mnie mocno zaskoczył.:) Ale trzeba przyznać, że miło.:))) Zapomniałam spytać czy działa, bo tam był też kaloryfer. I była oczywiście gaśnica.:)
Gdyby ktoś chciał namiary na ten nocleg, to proszę o kontakt.

3cca2d13a790e7c5gen

09da20e9dc3e2316gen

No i po spokojnym noclegu wyruszyłam już do Biskupina. Po drodze wstąpiwszy do Dino po śniadanie.:)))
I wreszcie spotkanie, powitanie, obejrzeliśmy film o Biskupinie i poszliśmy do chat łużyckich. Tam krótki wykład o materiałach używanych do tkania, o odkryciach archeologicznych dotyczących tkania. I przechodzimy do pracy. Zaczynamy od początkowej fazy, czy od przygotowania nitek. Czyli przędzenie. Dostajemy przęśliki, wrzeciona i wełnę. I nie wiem dlaczego, ale w tym roku nie zrobiłam zdjęcia! A już mi nawet nitka zaczęła wychodzić.:))) Bo na początku z reguły przędzie się ozdobny sznurek. Chociaż oczywiście są osoby utalentowane, które sobie z tym lepiej radzą i nitkę osiągają niemal od razu. No ja akurat nie należę do tych osób.:) W tym roku jednak już lepiej mi szło.:)
Wełnę dostajemy już gotową. Na szczęście nie musimy samodzielnie strzyc owcy i prać wełny. To zbyt czasochłonne, więc dostajemy już upraną, bez owcy w środku.:))) Wełnę trzeba sobie najpierw przygotować, odpowiednio ją rozluźnić, żeby dało się wyciągnąć mało włosia. Wrzeciono z przęślikiem już robią resztę, czyli skręcają nić. Wełnę przędzie się łatwo, dobrze się łączy. Len to już trudniejsza sprawa. Łatwo się plącze, trudno się łączy, kiedy trzeba zacząć nową wiązkę przędzy, jest ciężki do wyciągania. Ale przyjemniej pachnie.:)))
W przerwach jak zwykle robię zdjęcia.:) W chacie jest sporo pięknych rzeczy. Wspaniałe krosna, ten kolor na zdjęciu nie wyszedł zbyt dobrze, w rzeczywistości ta zieleń jest głębsza i przepiękna.

92b571ae3883b970gen

Dookoła warsztaty tkackie, krajki, próbki tkanin. Tkaniny farbowane naturalnymi barwnikami.

d979294a5b9f3a09gen

3bbfb2a9ca78ce6bgen

d4ac177346566893gen

Wśród krajek jest ta w środku, czerwona z żółtym wzorem, utkana przez jedną z pań, którymi mamy zajęcia. To wzór z Halstatt. To stanowisko archeologiczne, niezwykle bogate, gdzie, oprócz różnych sprzętów, doskonale zachowały się tkaniny. Wśród nich różne krajki. Ta w oryginale jest zielona z żółtym wzorem. Odtworzenie jej to już naprawdę wysoki poziom.

b8a13a534ca796a4gen

My zaczęliśmy tradycyjnie od bardka. Najpierw proste wzory, powstające tylko poprzez odpowiednie nawleczenie nici. Układ nici sam tworzy wzór, tylko przekłada się wątek. Część osób przywiązała się do specjalnego stojaka z haczykami, część sobie rozpięła krajki między dwoma stabilnymi rzeczami (np. słupami).

354e912beba5e96bgen

9834bad8aa0d3181gen

699fee9d06499964gen

Ten wzór w paski bardzo mi się spodobał. Co prawda nie dysponowałam takimi kolorami, ale w domu odtworzyłam go sobie z takich, jakie akurat miałam.:)

d856a7fb1f079493gen

Potem wzory wyciągane. Tutaj nawleka się nici wzoru i tła, a wzór tworzy się podczas tkania, wyciągając odpowiednie nitki. Można sobie tworzyć i zmieniać wzór na bieżąco, wedle fantazji.:))) Z jednego nawleczenia mogą powstać przeróżne kombinacje.:)

c962e0c2a6efc8e7gen

Ostatnim etapem są tabliczki. Powstają, według mojego określenia, krajki ćwiczebne, na których próbuje się pracy z tabliczkami, patrzy się, jak powstaje wzór, jak zmienia się w zależności od obrotów tabliczek do siebie lub od siebie, jak się zmienia podczas zmiany kierunku nawleczenia nici Z lub S. Hmmm… Dużo tego.:))) Ale też wzory na tabliczkach są niezwykle bogate.:)

a121e3716302b02cgen

Okazało się, że nie tylko ja robiłam zdjęcia. Wreszcie mam zdjęcie podczas pracy.:)

97425bb895037538gen

e6488837700ee578gen

Podsumowanie mojej pracy.:)  Od dołu: 1) krajka bardkowa prosta, 2) na bardku – wzór wyciągany, 3) na tabliczkach – „ćwiczebna”, 4) na tabliczkach – wzór ze zmianą kierunku S/Z. Przy identyfikatorze rolę tzw. „smyczy” pełni krajka, oczywiście ręcznie tkana przez jedną z pracownic Muzeum.:)))

761f9743ef2df23fgen

Jak widać tkanie jest pracą fizyczną, nawet dość męczącą, bo jak się człowiek wciągnie, to trudno odejść.:) Tka się przeważnie na stojąco, często w skłonie, trzeba sobie od czasu do czasu zrobić przerwę i wyprostować kręgosłup.:) Ale to naprawdę daje dużo przyjemności, satysfakcji, kiedy wzór wychodzi, kiedy się „załapie” jak to działa. Owszem, błędy się robi, ale można wychwycić moment, kiedy zrobiło się coś nie tak i potrafi się to naprawić. A kiedy wychodzi się z chaty, to ma się wrażenie, jakby przechodziło się do innej rzeczywistości.:) Eeech… Mogłabym pisać i pisać. No po prostu jest to wspaniałe.:)
W drugiej części opiszę tzw. okoliczności przyrody towarzyszące warsztatom.:)))

d2aa79b5504c0a40gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Nadrabianie zaległości – Złoty Potok

No trochę mnie tu nie było, a działo się, oj działo!:)
Zaczęło się od końca roku szkolnego i Watrowiska. Zaraz po zakończeniu szkolnej udręki pomknęliśmy do Złotego Potoku. Nie tak, co prawda, od razu, bo zatrzymała nas ulewa, ale jak tylko najszybciej się dało.
A tam: oczywiście spotkania, rozmowy, nalewki i inne takie, rozmowy, pyszne jedzenie, rozmowy, żarty, rozmowy, cudowny tort Ultry, rozmowy, zwiedzanie okolicy, rozmowy. Bardzo obfity i urozmaicony czas.:) I, co ciekawe, ciągle się wydaje, że jednak jest go za mało.:)
Sporo siedzieliśmy przy stole, ja próbowałam robić zdjęcia, co czasem kończyło się… niewyraźnie.:)

7f413c118f887c23gen

Nawet deszcz nam nie przeszkadzał. Ot, popadało trochę i przeszło.:)

4388a455c5b39ea9gen

Czasem jakieś zwierzęta próbowały dobrać się do naszych zapasów.:)

7187ac1517387590gen

Okolica była piękna i zachęcała do spacerów i robienia zdjęć.

f3becd2daca7e64fgen

f0a4bac7d2836d66gen

21bd604f376ec11fgen

211ac46f844cda54gen

f82748b73a90ca14gen

a84722a78b3c1a2agen

Tajemniczy wiesiołek, którego kwiaty podobno dla każdego pachną inaczej.:)

933a86cf196d06b7gen

Pewnego razu wybraliśmy się późnym wieczorem do parku, żeby pooglądać świetliki. Było ich mnóstwo. Cudowne widowisko tańczących nad ziemią iskierek. Patrzyliśmy oczarowani. Niestety nie umiem robić takich zdjęć i mój aparat raczej też się do tego nie nadaje. W zamian zrobiłam nocne zdjęcie pałacu.:) A świetlika później znaleźliśmy na naszym podwórku. Ciekawe czy lokalny, czy jakiegoś przywieźliśmy?:)))

29aef1bcac404703gen

Żeby trochę zająć dzieci, wybraliśmy się na krótką wycieczkę po okolicy. Naszym celem była Pustynia Siedlecka i źródła Wiercicy. Pustynia – oczywiście duuuużo piachu, ciekawa roślinność i piękne widoki, bo to tam jest takie piaszczyste wzgórze. Pooglądaliśmy i pojechaliśmy do źródeł.

0c6c9d46e3272d93gen

8f996487f1d0f116gen

c5dfd847073e116fgen

6f857aa662a860b7gen

Na piasku nam porządnie dogrzało, toteż z przyjemnością zagłębiliśmy się w las. Spokój, nawet jakoś wchłaniało turystów, że byli mało uciążliwi, piękne motyle, rozlewisko, źródło wypływające ze skał i taki bąblujący piasek. Znaleźliśmy z synkiem domki larw chruścików, co przypomniało mi miłe chwile na studiach.:))) Cudnie tam było. Takie wytchnienie od upału, szmer wody, rześkie powietrze.

b23f40e0ca79a90cgen

a0a3dc82934398d5gen

65c45ddbaf49dea4gen

bb726dfafa736859gen

Po powrocie nadal rozmowy, ucztowanie, rozmowy. Czasem długo w noc, aż do świtu. O różnych sprawach, czasem trudnych bardzo… Ale dobrze nam ze sobą, miło było poznać nowe osoby. Ten wspólnie spędzony czas jest nam wszystkim potrzebny. Takie oderwanie się od dnia codziennego, bycie sobą, żarty, dyskusje, zawsze się można czegoś nauczyć, dowiedzieć, spróbować.:)
Dziękuję Wam wszystkim, to był naprawdę wspaniały i ważny czas.:)

5311b47c5513b613gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Piękna pora roku

Czas płynie, ostatnio mocno zabiegana byłam, teraz jeszcze też sporo się będzie działo. Może czasem nie zostawiam u Was komentarzy, ale staram się chociaż zaglądać, czytać nowości.
Ale z weną coś jakoś cienko. W dodatku polityka miesza się teraz do wszystkiego. Chciałam dać tytuł: „Wiosny czar”, ale wyjdzie politycznie. No i boję się wkleić zdjęcie tęczy. Piękna jest i uwielbiam to zjawisko, ale politycy i tu musieli namieszać. Trudno się zachwycać przyrodą, żeby nie było jakiś odniesień politycznych, dotyczących orientacji seksualnej i innych takich. To mnie coraz bardziej męczy. Wszędzie wszyscy doszukują się jakiś podtekstów, drugiego dna, czytają między wierszami… No powoli zaczynam mieć tego dość… Coś mnie się robi… Wrrrr…
Dobra, koniec marudzenia.
Teraz będzie trochę ładnych obrazków, robionych w ostatnich dniach, tygodniach. Jak leci, wybierałam różne.:)
Jeśli chodzi o latanie, to na naszym niebie różne takie dziwne latają. I warczą.

a97c84365a466473gen

bb0e44cf04762e84gen

Ptaszęta też latają. I drą dzioby. Ale czasem jednak uda im się na chwilę zatrzymać i mogę je „złapać”. Tym razem dopadłam drozda (albo kwiczoła), ziębę i szczygła. Owadów coraz więcej, motyle w pewnym momencie zniknęły, ale teraz zaczynają znowu migotać kolorowymi skrzydełkami. A jakiś żuczek uroczo zapozował.:)

73dc311220a15330gen

4f3ab9adbac4b8ebgen

f26a82c89d48e4c6gen

c4383ac448ea9351gen

951c32a2bfae909bgen

Zachody bywają nadal bogate.

185ee835f143911fgen

Dmuchawce, takie puszyste kulki, raz bywają niepozorne i szarawe, a czasem białe, niemal świecące. Wyglądają jakby łapały światło. W cieniu łatwo im zrobić zdjęcia. W świetle w moim aparacie musiałabym włączyć inne opcje i ustawienia, bo są zbyt jaskrawe w normalnym trybie. Ale zostawiłam takie zdjęcie, żeby to właśnie było widać.

ffbd2b20eaccec26gen

Malutkie maczki, takie maczusie, niechętnie rozstają się ze swoimi „czapeczkami”. Ciągle bywa zimno i mokro.

dbb48e1922c106cdgen

Stokrotki są dwukolorowe. W słońcu białe, w deszczu – czerwone albo amarantowe.:)

383aaa380b34a206gen

6bda329d199e0f2dgen

Okolica w tym roku wyjątkowo złociła się polami rzepaku. Mnóstwo tego było.

fd3f8df3a220e565gen

Z tym zdjęciem miałam problem. Żeby podejść bliżej musiałabym wleźć w mokre pokrzywy – to mi niezbyt odpowiadało. Poza tym tam, gdzie mogłam lepiej podejść, to już był gorszy widok. W dodatku to było za siatką i jakoś musiałam wetknąć w nią ryjek aparatu. A siatka była pod kątem i to też utrudniało sprawę. No ale coś tam widać. Chodzi o to, że piękne kwiatuszki (chyba bodziszek), rosły sobie na pniu jakiego drzewa. Ot tak. Mech na drzewach nie dziwi, grzyby i porosty też. Ale takie kwiatki to zdecydowanie rzadkość.:) Drzewo żywe.

962522be966ab339gen

W ramach terapii antystresowej trochę sobie pomachałam szydełkiem. Skończyłam wreszcie koc pled dla synka. Tutaj przykryłam nim całą kanapę.:) Zrobiłam więcej kwadratów, ale okazały się jednak większe niż planowałam i trochę zostało. Będzie poszewka na poduszkę.:)

177215a519a21737gen

Ponieważ od pewnego czasu „chodziła” za mną robótka ze sznurka, to w końcu trochę nabyłam i zrobiłam sobie torbę. Pogmerałam w filmikach na You Tube i oczywiście wybrałam film #Qrkoko. Niektóre firmy wysyłając zamówiony towar dodają różne gratisy. Często są to próbki różnych włóczek, herbat czy kosmetyków (zależy co się zamawia:). Tym razem do moich motków sznurka dodano sporą część jakiegoś „obcego” motka. Stwierdziłam, że będzie mi pasowało i to jest ten środkowy, najjaśniejszy pasek.:) No wiem, jestem monotematyczna, ale wszelkie rodzaje niebieskości należą do moich ulubionych kolorów. Kolory do wyżej opisanego koca pledu wybierał synek.:)
Ponieważ już parę osób zastanawiało się ile ta torba waży, to w końcu rzuciłam ją na wagę.:))) Wynik: 973 gramy. Nie ma podszewki, tylko dodatkowy kawałek materiału na dnie, tak dla pewności. Ten jest ze starych dżinsów:), ale chyba zrobię na zmianę z filcu, tego grubszego.

f79a7c177ac6928agen

Dlaczego tak zapisuję koc pled? No cóż. Tu też, niestety, jest akcent polityczny. Jeśli kogoś to interesuje, to proszę sobie zajrzeć na stronę gminy Bełchatów.:)))
No to tak trochę, żeby się przypomnieć.:)))

b5f7cb4b9d6e2ba9gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Takie tam…

Trochę obrazków, bo zachód słońca był ładny, a ptaszory przyleciały kolorowe i się wszędzie pałętają.:) Zdjęć i tematów jakoś ostatnio mało. Od pewnego czasu nie chodzimy na przystanek i nie czekamy na szkolny… Poza tym trochę problemów rodzinnych, ciągły brak czasu, trochę zmęczenia i takie tam… No ale wiosna, czyli kolorowo, pachnąco, to jakoś tak powinno być bardziej optymistycznie.:) W ogrodach widuję magnolie obsypane kwieciem. W tym roku niezwykle obficie. Zaczynam powoli rozglądać się, czy mamy miejsce na takie drzewko.:)
Zachód słońca robiony z samochodu. Jeśli jadę jako pasażer, to mam takie możliwości.:)

8d29b22943790318gen

1a8ffee17d5f30f9gen

ecd9c518564e962agen

Nasze brzozy mają jeszcze malutkie liście, to ptaszorki widać. Zapozowała makolągwa (samiec), wróbel (samiec z krawatką), szczygieł łakomczuch i skryty rudzik.:)

10a75033ec0a71a9gen

e4d8fbbe918aa27agen

0e434c9a14dcb5a9gen

b8f2c10ce59c20a9gen

Miło, jak można okno otworzyć i do domu wpływa takie przyjemne powietrze. A odkąd skończyły się wonne prace na polach, to i zapach jest wreszcie wiosenny.:) Wszystko ćwierka, piszczy, słychać wkoło rozmaite piosenki, trele. Kwiatów coraz więcej i zieleni. Słowem pięknie jest. To na tym skończę, bo na minusy dzisiaj nie mam ochoty.:)

c922f30361406ec1gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna