Kolory nad nami

Przeglądałam ostatnio zdjęcia, nie mając jakoś pomysłu, co napisać. Znalazłam trochę nieba.:) Czyli chmur, słońca, tęczy, księżyców, wschodów, zachodów, mgieł, światłocieni i innych takich. Wybrałam sobie nieco różności. Robionych o świcie i o zmierzchu. W porannych mgłach, przed ulewą i po. W środku dnia i pod koniec. Zawsze coś ciekawego się znajdzie. Zachwyci jakiś detal, drobny błysk, ciekawy kolor czy kształt. Kontrasty, zestawy. Robione podczas jazdy samochodem, na spacerze w lesie, w drodze na przystanek, na podwórku, z okna, jak się dało. Czyli teatr nieba.:)

c21eba2766108984gen

11972314a648617bgen

ab5df33028b4e600gen

aab13fbb67a8c69agen

5518a14a41b5a712gen

d5a0a61af2ba763bgen

b2ca98dd7351deb7gen

ebc144812c4bdba5gen

4ea1d8003313854cgen

a2ad376a5fe6a87egen

4e5599934ababa5agen

0ae2fa3d6875e3d5gen

99f9a16232acff7cgen

1d9da3c288f27eefgen

5e4300942ef7a849gen

0ff91ff6aa14106egen

e72d8827b7ed9cf5gen

1b30ac4975b6f82agen

44715be6a70f57cbgen

c98650ca54c75ce4gen

64421b3b216ff1a7gen

4833550e478ac972gen

ecd093b99efc2d34gen

fa7970bc7b88c5f4gen

59acf4a9aff9ded7gen

b09ab628d5dbede5gen

572fa9c3634d1f86gen

Dodatkowe zdjęcie jeszcze z Biskupina. To znaczy kupiłam to w Biskupinie, przy chacie pałuckiej. Słynna halka zwana piekielnicą. Pani, która mi ją sprzedawała, powiedziała, że to dzieło zajęło pierwsze miejsce w konkursie. Niestety, o szczegóły nie dopytałam z nadmiaru emocji.:) Haft tradycyjny, kompozycja (jak się domyślam) autorska tej pani. Żeby docenić kunszt, precyzję i cierpliwość w wykonaniu, to trzeba to już obejrzeć „na żywo”, wziąć do ręki, nawet obejrzeć po lewej stronie. Zdjęcia dają takie ogólne pojęcie.:) Ale proszę, zobaczcie, jakie to piękne. Na dole z prawej strony kawałek kocicy, która nie za bardzo chciała się odsunąć.:)))

b237dceac777baf5gen

To tak trochę kolorów, bo liście już znikają, pojawia się coraz więcej szarości, jesień zbliża się w stronę zimy i pory burej. Teraz zaczynamy czekać na wiosnę.:)))

7f7a20c17f29a381gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Biskupiński jubileusz cz. 2

Przeglądam zdjęcia, trudno się zdecydować. Tematyka była tak bogata, nie do wszystkiego dotarliśmy. I teraz zauważyłam, że nie zrobiłam zdjęć z czegoś, co bym określiła placem zabaw dla dzieci. Najrozmaitsze gry i zabawki z najprostszych materiałów: drewna, sznurków, woreczków z piaskiem. Zabawki wymagające zręczności, równowagi, współpracy. Na przykład coś w rodzaju nart, takie dwie deski z uchwytami na stopy. Stają na tym dwie osoby i muszą iść.:))) Skoordynowanie ruchów bywa często trudne i daje zabawne efekty. W zabawie brali udział również rodzice i bawili się równie dobrze co najmłodsi.:))) Można było zbudować replikę chaty ze specjalnie przyciętych belek, ulepić coś z gliny, napisać swoje imię hieroglifami. Myślę, że przez tydzień, codziennie cały dzień, to może by się dało to jakoś ogarnąć.:)))
Pogoda dopisała, to tym razem zafundowaliśmy sobie rejs repliką wikińskiej łodzi. „Freya” miała wprawdzie żagle, ale używano tylko wioseł. Trochę mi było za krótko i chętnie bym sama spróbowała powiosłować.:)

46900da6f7d5cff0gen

6bf04559083158d7gen

986ef04128185fbfgen

Do chat łużyckich zajrzeliśmy obowiązkowo, tym razem trafiłam na krosna, dopiero przygotowana osnowa, widać, że będzie kratka.:)

e23a066d0fdc41d8gen

Wystawa żaren. Mmmm… ależ korciło.:) No ale nawet jakbym nabyła takie cudo, to ciekawe, jakbym je niosła.:)))

04e97d69b42d1027gen

Przy stanowisku Rzymian kram z przyprawami i przepiękną mapą. Obok stała miseczka z rozżarzonymi węglami. Dowiedzieliśmy się, że spalane liście laurowe mają ciekawy zapach i hmmm… pomagają wieszczkom w pracy…:)))

04fcdaa8c83a4d71gen

83563b6b14e82e17gen

90fd83774c6aa595gen

Przy okazji wypatrzyłam na ławie ciekawe… nakrycie głowy(?).

dffd001030dc9e92gen

Zainteresowaliśmy się tematem starożytnego Egiptu. Próbowaliśmy swoich sił w napisaniu imienia hieroglifami. Oczywiście to było bardzo uproszczone. I okazało się, że narysowanie tych symboli wcale nie jest proste.:) W innym miejscu były sanie z blokiem piaskowca.

ce18797d4d6c8fbcgen

Na inscenizacje transportu nie trafiliśmy, ale spotkałam dziecię w bandażach które robiło za mumię i przy okazji trochę się dowiedziałam. Dziecię opowiadało mamie co się działo. Mama akurat nanosiła na moją rękę delikatny wzór jaguą, to nawet nie mogłam się ruszyć.:) Jagua jest barwnikiem roślinnym, maluje się nią krótkotrwałe „tatuaże”, podobnie jak henną. Tylko jagua ma taki granatowo-szary kolor. U mnie wzór wytrzymał ponad dwa tygodnie.:)
Po drodze był też kram garncarza. Jak zwykle nie tylko gotowe wyroby, ale jest koło garncarskie i można sobie popatrzeć, jak pod zręcznymi palcami garncarza powstają najróżniejsze kształty.

bb71399c0c35255bgen

0b2526fef9dfd079gen

Dalej trafiliśmy na dymarki i akurat załapaliśmy się na wykład o rudach żelaza, metalurgii, wytapianiu, stopach i innych takich.:)

5d31da01eacc145agen

3a63b9a5cde7dc0dgen

06e057026a1ea36agen

50ac2524a06cc453gen

Słońce rozpalało kolorowe błyski w witrażach. Pani akurat kończyła pracę przy przepięknych sówkach. Synka wyraźnie urzekły. Zamówiliśmy jedną i po pewnym czasie odebraliśmy błyszczące cudeńko, podobne do tego ze zdjęcia.

a83e4e62c32100d0gen

1c347f65b47718dagen

Na koniec oczywiście musieliśmy coś wypatrzeć na parkingu. Cóż, nie byle co. Tylko ciekawe, kto tym Lamborghini przyjechał.:)))

b6a4c84546658bfcgen

I to byłoby tyle mojej relacji. Trudno było coś wybrać, staraliśmy się obejrzeć rzeczy, które były dla nas nowe. Tym razem spędziłam więcej czasu zachwycając się haftami przy chacie pałuckiej. Ale znowu nie mam zdjęć! Wszystko przez emocje, bo zobaczyłam (i zapragnęłam!) piękną czerwoną halkę z czarnym haftem. Nosi ona wdzięczną nazwę… piekielnica.:) Pani powiedziała, że ma duży rozmiar i przywiezie mi jutro. Przywiozła! Kupiłam oczywiście.:))) Do tego zapomniałam się spytać, czy mogę zrobić jej zdjęcie i umieścić na blogu, bo haft autorski i zdobył pierwsze miejsce w konkursie! No zacną rzecz nabyłam.
Tradycyjnie nabyliśmy pamiątki i miód. Tam jest zawsze stoisko. Wybór niesamowity, pierwszy raz widziałam miód klonowy. Pyszny.:) Synkowi zawsze kupujemy miód z plastrem. Pięknie to wygląda, jest atrakcyjne i smaczne.:)
Ciągle jeszcze coś się przypomina. Tyle tego było. Ciekawe, co wymyślą w przyszłym roku. Teraz jest nowy dyrektor, mam nadzieję, że będzie kontynuował tradycję.:)
Teraz już spokój, skończyły się festiwale, festyny, wyjazdy. Może w przyszłym roku uda się pojechać także do Ogrodzieńca? Zobaczymy. Teraz jesień powoli osuwa się ku zimie. Aby do wiosny!:)

a9da9961d1a660cdgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Biskupiński jubileusz cz. 1

No wreszcie ten Biskupin.:))) Zakończony sezon, najważniejsze imprezy już za nami, powoli się wszystko uspokaja. Teraz jeszcze był niezły zawrót głowy, bo u nas był Dzień Papieski, ale już po. Imprezę należy zaliczyć do szczególnie udanych.:)
Teraz do Biskupina.:) Oczywiście parę obrazków z podróży. Po drodze zatrzymaliśmy się na leśno-przydrożnym parkingu. Dosyć nietypowo usytuowanym, bo prawie na zakręcie. Po wyjściu z samochodu zobaczyłam jakąś wodę i znaki zakazu. Nieco zaniepokojona chwyciłam aparat i poszłam obejrzeć to z bliska. W porządku, nic groźnego. Nazwa mi się spodobała.:)

c0e457071ad5142bgen

10395bf86ba3da4agen

We Wrześni wreszcie udało mi się zrobić porządne zdjęcie woja. Przy oglądaniu go w komputerze ze zdziwieniem zobaczyłam tabliczkę. Tutaj tak wyraźnie nie widać, po powiększeniu okazało się, że jest to „Poraj Sławkowic, Założyciel Wrześni”. No proszę. Tyle lat faceta widuję i dopiero teraz się dowiedziałam, kto zacz.:)))

f8daee81250c27cagen

Dalej jest przy drodze karczma/gospoda/restauracja o wdzięcznej nazwie, też wreszcie zrobiłam zdjęcie. Ależ mam zaległości!:)))

2d48d0676a179800gen

No i wreszcie dotarliśmy. W tym roku był to jubileuszowy XXV festyn, więc atrakcji było mnóstwo. Nie było jednej tematyki, tylko było zebrane chyba wszystko z poprzednich lat. Udało nam się część zobaczyć, nie wszędzie dotarliśmy, dużo było rzeczy dla nas nowych. Nie było niektórych nam znanych. Cóż, przez niepełne dwa dni jest to nie do ogarnięcia. Ale było ciekawie, barwnie, wesoło, interesująco, intrygująco. Biegaliśmy trochę chaotycznie, ale dzięki temu sporo zobaczyliśmy.:) Ze względu na przegląd tematów, czasów, epok, strojów, plemion, narodów, grup społecznych, wojsk itp., napotykaliśmy często na szokujące zestawienia.:)
W wiosce wczesnopiastowskiej oczywiście przymurowało mnie przy warsztacie tkackim, którego otoczenie też było ciekawe. Obejrzałam sobie starannie, cierpliwie doczekałam się chwili, kiedy pani wstała i poszła sobie.:) Potem spojrzałam nieco dalej i zamurował mnie widok Indian. Przyznacie, że Indianie w wiosce z czasów Mieszka I to niezły szok.:)))

5f1fd38a84bfb537gen

048e4e17b0bba453gen

8a41a2a052b99cedgen

d121ee268ee92b00gen

a2d95853f842c3d1gen

Później pobiegliśmy do osady łużyckiej. I tu się okazało, że bitwa jest. No trzeba było obejrzeć jak wojowie się tłuką, posłuchać szczęku mieczy i popatrzeć na malowniczo ułożonych… poległych.:)))

3b8916bc0e2a107agen

d59207f07f0938d9gen

97f379586a9d125cgen

Następnym punktem była wioska indiańska. Niezwykłe bogactwo najróżniejszych przedmiotów. Dokładne obejrzenie tego było niemożliwe. Podziwiam osoby, które przygotowywały ekspozycję.:)

dfbfd9b0b1a9798agen

f5a59b03483e428dgen

Indianom towarzyszyły wojska francuskie. Niestety nie powtórzę nazwy jednostki, bo pan mi ją powiedział w wersji francuskiej.:) Zapytałam go, bo mi się bardzo podobał niebieski mundur, z elementami o morskiej tematyce.:)

d762d879adad01ddgen

Wśród wielu wojów/wojowników/żołnierzy byli też Rzymianie. Między innymi.:) Sugeruję zajrzenie na stronę Biskupina i przejrzenie sobie programu i opisu atrakcji, które można było znaleźć. Aha – do Japonii nie dotarliśmy.:)

cd329ccebb98ba4bgen

25d7cf968dd20babgen

Oprócz turystów z aparatami i telefonami byli też zawodowcy od fotografii i filmów. Jeden nawet poszczuł drona na wojów.:))) Mieli z tym niezły ubaw, bo kiedy dron się obniżał, to malowniczo rozwiewał włosy wojowników.:)))

48ef8629ddeef1b8gen

Po przejrzeniu programu zdecydowaliśmy się na obejrzenie pokazu orki pradziejowej. Przemogłam moją niechęć do schodów („O Boże smok! O Boże smok! O Boże SMOK!”) i poszliśmy. Na wstępie zachwyciło nas technologiczne osiągnięcie w chacie neolitycznej…:)))

f2507b66bedb3864gen

Zafascynowało mnie źródełko, które biło tutaj już 6000 (sześć tysięcy!) lat temu. Trochę stara ta woda, no nie?:) Zajrzeliśmy do chaty, obejrzeliśmy szałas. I wreszcie doczekaliśmy się występu Apisa i Popisa.:) Przesympatyczny Opiekun zwierząt opowiadał o nich ciekawie, wyczerpująco, dowcipnie. Widać, że bardzo dba o swoich podopiecznych. Fascynujące i przepiękne zwierzęta. Warto było zobaczyć to na żywo, bo do tej pory widywałam taki pokaz jedynie na filmach.:)))

1610cb0ea06d337cgen

dc70f21040e212a4gen

2ca067f9480d44cagen

545ef31b71cf029fgen

f99440d771788728gen

f7c0e56f80c4851egen

41c594e95546c8cegen

I to byłby koniec części pierwszej.:))) Naprawdę wybrałam niewiele zdjęć.:)))
Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Jesienne porządki:)

Z reguły są wiosenne, ale może być przecież trochę inaczej. Tjaaa… Dawno mnie tu nie było. To znaczy niby zaglądałam, na inne blogi też, ale jakoś pisać to mi się nie chciało. Nawet komentarzy. No zgroza po prostu! Muza wzięła sobie wolne i myknęła. Nie wiem, gdzie wyjechała, ale widocznie w jakąś fajną okolicę, bo nie chciała wracać…:)))
No to przy okazji porządków uzupełnienie wspomnień z wakacji. Oczywiście morze.:) No dobrze, nie będzie zachodu słońca.:))) Trochę wody i ciekawostek typu glony, mewy, uczesane kamienie itp. Ponieważ kamieni tam dostatek, a plaża główna to właściwie same kamienie tak na lądzie, jak i w morzu, to ludzie mają duży wybór i robią sobie układanki.:) Naszych ulubionych szkiełek też trochę znaleźliśmy. Morze pokazało kilka wariantów. Było i sztormowe, i zwykłe, a na koniec istna gładziuteńka, niemrawa zupa. Aczkolwiek niezaprzeczenie piękna.:)
To teraz parę obrazków i przejdę do innej atrakcji.:)

3611871201a5a159gen

4f9fcf9444df910bgen

7207f0331dfd1064gen

30a25984ffd394b4gen

c2177860a42ef2c3gen

c66e098bf0b07d5agen

Pomysł na naszą ostatnią wakacyjną atrakcję pojawił się w kuchni. Otóż kiedyś zachciało mi się porządnej soli gruboziarnistej. Spożywczej oczywiście. Mąż kupił. No taaak… Była gruboziarnista. Nawet bardzo. Ale, jak zwykle, zaczęliśmy czytać opakowanie. Sól z Kłodawy. Hmmm… Mąż zaczął gmerać w internecie i stwierdził, że jest tam trasa wycieczkowa, można pozwiedzać. No to telefon w rękę. Podzwoniłam, popytałam, zarezerwowałam miejsce. Bo zwiedzanie tylko w dni robocze, w określone godziny i trzeba wcześniej się zapisać. Jak się później okazało to również ze względów bezpieczeństwa. Limitują ilość osób, bo w razie alarmu i jakiegoś zagrożenia wiedzą ile osób mogą w określonym czasie ewakuować. Windy są obszerne, pomykają dość szybko i zjeżdżają na głębokość 600 metrów. Proszę sobie porównać np. z Wieliczką lub lub kopalnią srebra w Tarnowskich Górach.:)

077e246e4a59dceegen

2d661584cc813192gen

8943e6d1c9916012gen

Aha – uwaga techniczna. Mój aparat dorobił się dodatkowych kropek na obiektywie.:) Nie wiem jak, nie umiem ich usunąć. Ze zdjęć w komputerze też, niestety. Nie mam programu do obróbki graficznej i nie wiem, jak to robić.
Wracając do kopalni. Naszą grupą zajmowało się dwóch bardzo sympatycznych przewodników. Kilku panów z grupy dostało lampki, założyliśmy kaski i poszliśmy. Wybór wygodnego obuwia (polecam adidasy) to podstawa. Jest dużo chodzenia, miejscami jakby błotniście i grunt bywa nierówny, trzeba uważać pod nogi. Korytarze dosyć szerokie i jest zaskakująco ciepło.
Ogólnie wrażenia bardzo przyjemne, wręcz fascynujące. Sympatyczni przewodnicy, chętnie, kompetentnie i dowcipnie odpowiadający na pytania. Brak uczucia przytłoczenia i ciasnoty, dobra wentylacja, bardzo dobrze się tam oddychało. No i niezaprzeczalne piękno iskrzących się, często łososiowo-różowych ścian – to wszystko sprawiało, że wycieczkę zaliczamy do udanych, kopalnię polecamy jak najbardziej.:) Niestety mój aparat nie oddał w pełni tej różowości. Były tam też odcienie bieli, szarości. Niektóre korytarze były niesamowicie oświetlone. Pod koniec trasy rozbito sporą bryłę soli i mogliśmy sobie wybrać po kawałku.:) Wtedy okazało się, że to jest ciężkie. Synek chapnął sporą bryłkę i pod koniec zaczął trochę popiskiwać, w domu zważyliśmy bryłkę. Objętościowo niezbyt duża, ale ważyła prawie dwa kilo.:))) Ta którą trzymam waży 626 gramów.:) Żeby nie było wątpliwość, gdzie jesteśmy, to pozwolono nam nawet w jednym miejscu polizać ściany.:)))
Pokazano nam też sól niebieską, z której jest płaszcz figury w kapliczce. W kapliczce oczywiście była też św. Kinga.
Naprawdę polecam, warto się wybrać. Oczywiście trzeba poczytać informacje na stronie kopalni, bo jednak trochę przeciwwskazań jest, jak zwykle w takich miejscach, głównie związanych ze zjazdem na tak dużą głębokość. Jazda windą trwa krótko.:))) Przyznam się, że chętnie bym tam pobyła dłużej. Najchętniej żeby tam sobie posiedzieć, powoli połazić, żeby wszystko dokładnie obejrzeć. No i pozachwycać się tym unikalnym, podziemnym pięknem.

df31f0cf9302af41gen

2afaa1620284cabegen

ae5d7c81ae08bd0dgen

3e09fbe2fef9d624gen

c0350f702c47323agen

33f2c50449e48776gen

c9c809be24d5e39cgen

4e4d14f6912743cegen

f6f97e7d41259256gen

a1ec508c9ecba28agen

c040cd3c4bdeed82gen

To tak na rozgrzewkę. Wakacje można uznać za udane i bogate w różne wrażenia. Teraz jeszcze sprawozdanie wrześniowe. Z Biskupina oczywiście.:))) No pewnie, że byliśmy! To był jubileuszowy festyn, trzeba było być. Atrakcji mnóstwo, aż się w głowie kręciło. Postaram się coś wybrać i opisać.:)))
Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Słowiańskie klimaty

Coś ostatnio te wpisy są z dużym poślizgiem, ale tak jakoś w te wakacje nie mam czasu.:)))
Teraz pora na kolejny wyjazd. Zaniosło nas pewnego pięknego dnia do Sobótki, położonej u stóp Ślęży. Miejsce niezwykle stosowne, nastrojowe, z ciekawym klimatem. Otóż odbywa się tam festiwal słowiański. Młodziutki on jeszcze, ale sympatyczny, bez zadęcia i wielkich tłumów. Miła atmosfera, warto było.:)
To oczywiście nie jest tak blisko i po drodze mijaliśmy duuuuże miasto z ciekawym mostem.:)

4513cbfed9e06344gen

e8623ede4bf24557gen

Samochód zostawiliśmy sobie na parkingu, sympatyczny pan pobrał opłatę i wskazał nam miejsce. Potem kawałek pod górę i dotarliśmy. Na dzień dobry jedna z odnalezionych tam rzeźb o nazwie Mnich. Do słynnego niedźwiedzia nie dotarliśmy, ale to już jest na następną wyprawę. Mamy zamiar przyjechać tu tylko dla samej Ślęży.:)

25de6e9b97d84276gen

Idziemy dalej i za drzewami pojawia się znajomy, jakże miły sercu widok.:)

d95ce39074a99447gen

Jak się okazało, dalej jest współczesna wersja.:)))

43df3c28b35614e4gen

Ponieważ zbliżała się pora obiadowa, dziecięcia były już głodne, to po krótkiej przebieżce po terenie, poszliśmy do knajpy. Sympatyczna z wystrojem w stylu mieszanym, słowiańskim i myśliwskim.:) Ciekawe rzeźby były wewnątrz i na zewnątrz.

0ccda83d3149beefgen

92a0a06e6c6044adgen

Mnie się jeszcze podobał „talerz” na pizzę i urządzenie dla klientów. Gdy przyjechało windą nasze jedzenie, to zmyślne urządzenie migało i piszczało. Pani wydająca posiłki nie musiała dzięki temu ryczeć: „PIZZA!!!”

6a00340935526be4gen

f251d6fd94220973gen

9d66ac3fb1bd3e6fgen

Z najedzonymi dziećmi mogliśmy już spokojnie połazić po terenie. No cóż, to była jedyna wada tej imprezy. Teren niezbyt wygodny, stromy, trzeba było uważać pod nogi. Dobrze że były tam kramy, to się chodziło wolno. A było dużo różnych pięknych rzeczy.:))) Ja jeszcze wypatrzyłam panią, która tkała krajkę na skomplikowanym urządzeniu. Takie krosno do tkania krajek, znam tylko angielską nazwę inkle loom. Pani zrobiła je sobie sama.:)

2d0f33899f404924gen

177004e6492594e3gen

Niektórzy przyjeżdżali ze swoimi zwierzątkami i prowadzili je na smyczy.:)

1010b4a7eb6ae853gen

Atrakcji było sporo. Opijaliśmy się pyszną, chłodną miętową miodoladą. Dzieci dostały zmyślne piszczałki i piękne świece woskowe. Dostały! Ot tak po prostu. Bo na przykład ładnie tańczyły.:) Mnie ktoś poczęstował jakimś procentowym napitkiem.:) Synuś dorwał się do lin, bo tam był park linowy i trochę sobie połaził po dziwnych rzeczach.:) Córcię urzekli panowie grający na bębnach. Najpierw potańczyła, a potem dostała bębenek i dołączyła do zespołu.:))) Postrzelaliśmy sobie nieco z łuku – tutaj ja miałam najlepsze wyniki.:) A dzieciom spodobała się galopująca świnka, klasycznie z jabłkiem w ryjku. Ale ona miała wziąć udział dopiero w nocnej biesiadzie.:)))

16492df728f948fdgen

263075ebcc282a8fgen

Czekaliśmy wytrwale na występ naszego ulubionego zespołu Jar. Zjawili się niecałą godzinę przed koncertem. Przywitaliśmy się, kupiłam płytę, pogadaliśmy. Ponieważ zostało nam trochę czasu, to poszliśmy na spacer. Wystarczył jeden zakręt, a zniknął gwar festiwalu i otoczyła nas cisza świętej góry. Pięknie, spokojnie, majestatycznie, magicznie. Łagodna droga. Można by tak iść i iść. Powoli zaczynało się ściemniać, słońce chyliło się ku zachodowi. Migotały delikatne dzwonki naparstnic, pyszniły się paprocie, na niektórych roślinach migotały niczym klejnoty kolorowe chrząszcze. Otaczał nas dostojny spokój odwiecznej góry. Miałam wrażenie, że gdy jeszcze dalej pójdziemy, to usłyszę trzask ogniska i śpiewne inkantacje kapłanów. Niezwykła jest ta góra.

edf6570aadbce619gen

b02a49b68e5d33e6gen

39352fabf4fa84aegen

Zbliżała się pora koncertu, wróciliśmy. Widok z góry podczas zachodu był piękny.

c5d280958e339658gen

Jar oczywiście nie zawiódł.:))) Porwali publiczność. Tańczono indywidualnie i w kręgach. Radość, muzyka porywająca, czasem z nutką smutku czy zadumy, rytmy, których słucha się sercem. Eeeech! Oni są wspaniali!

8f73229c8afec5f0gen

63cf4bbe22b4fd69gen

Wracaliśmy pełni wrażeń, zmęczeni, ale zadowoleni. Dzieciom się podobało, impreza warta polecenia. Cudnie było! Może w przyszłym roku też się wybierzemy? Mamy nowe miejsce festiwalowe i warto to wykorzystać.:)

14a1675dae29c682gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Biskupińskie widoczki

To druga część związana z warsztatami tkackimi, albowiem nie samym tkaniem człowiek żyje.:))) Choćby jeść czasem potrzeba.:) To spowodowało zainteresowanie nowym budynkiem – restauracją. Obsługa miła, jedzenie smaczne, ceny zjadliwe.:)

e6fa4eb4a5ba3661gen

Obok, za ogrodzeniem, stały ciekawe sprzęty. Jeden przypominał łódź wikińską, drugi parowóz, a trzeci był taki, jak zwykle te sprzęty bywają.:))) Na razie cieszyły tylko oko. Nie wiem, czy to eksponaty, czy w czasie sezonu są jednak używane.:)

9c09e563d6df15b2gen

4bf4970fc76f5c7dgen

dc3d5be2153e3b74gen

Wczesna pora rozpoczynania zajęć i późna ich kończenia, sprzyjała spacerom po niemal pustych ścieżkach. Turystów było mało, teren duży, dało się uniknąć ludzi w kadrze.:) Można było sobie obejrzeć pustą „poczekalnię” koło przystani, wioskę wczesnopiastowską, w której pojawiły się sprzęty, których ostatnio nie widziałam. Zawsze coś ciekawego się trafi.:)

a7ed2c6b83fd38a0gen

0eeef8888df6e79bgen

17d628b6ed5ac415gen

09feaa1795eccc07gen

1e16c102a4d0fefegen

Brak ludzi był świetną okazją do zaobserwowania mieszkających tam zwierzaków. Oczywiście nie obyło się bez wszędobylskich królików. Przed aparat wbiegła mi także zięba (ten zięba:), pliszka, trznadel (chyba, bo szybko biegł). Po drzewie skakał kowalik, a na tafli jeziora dostojnie kołysał się łabędź. Trzciniak był niewidoczny, ale głos miał donośny, szkoda, że nie umiem tego nagrywać. W wiosce na chwilę przykucnął nerwowy motyl – południca (rusałka) osetnik.

b13983db4a07b700gen

29bc1ccff6d091degen

2a7bd172192b80f4gen

b1ffe5b676c44f45gen

2ab09cd3e9ce4913gen

2503e7092fae83aegen

fff94da5ad642be7gen

Przy okazji zajrzeliśmy do muzeum. Tym razem wystawa dotyczyła dawnych Słowian – opisywane były budowle, sprzęty, odzież, broń itp. Tyle że dość nietypowo: ilustrowane to było… fragmentami komiksów o Kajku i Kokoszu.:))) Dodatkowo były wyłożone różne tomy, można było sobie usiąść i poczytać.

3e414f57048d6309gen

Jedyne, czego mi tam może nieco brakowało – to czas.:))) Ciągle go mało. Tam by trzeba było być co najmniej tydzień, żeby wszystko spokojnie, bez pośpiechu obejrzeć i żeby sobie, tak po prostu, pochodzić. Usiąść na ławce, popatrzeć na jezioro, posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na skubiące trawę króliki. No i oczywiście prząść i tkać. No ale mogę sobie tylko pomarzyć… Podczas festynu jest tłum ludzi, gwar, zamieszanie, chaos i hałas. To ma swój urok, są wtedy kramy pełne pokus, rekonstruktorzy, piękne stroje, broń itd. Ale coraz bardziej cenię ten cichy Biskupin, kiedy można spokojnie powędrować… w czasie i napawać się niezwykłą atmosferą tego miejsca.

6b2953e19e13a74cgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Biskupińskie niteczki

No to kolejna część nadrabiania zaległości. Podzieliłam jednak wpis na dwie części, bo jakoś dużo mi wyszło.:)
Oczywiście będą warsztaty tkackie w Biskupinie.:))) No nie daruję Wam tego.:)))
W tym roku zostały podzielone na dwie części: pierwsza (czerwcowa) – przędzenie i tkanie krajek na bardku i tabliczkach, część druga (sierpniowa) – tkanie na warsztacie tkackim. Niestety mogłam być tylko w czerwcu. Ale być musiałam.:))) Ktoś może pytać dlaczego tyle razy tam jeżdżę? No bo lubię.:))) Zawsze czegoś się nauczę, poznam nowych ludzi, popracuję w zaciszu chaty łużyckiej, połażę po ukochanym rezerwacie archeologicznym. No ale przede wszystkim jest to spotkanie z osobami, które te warsztaty prowadzą. Osoby przesympatyczne, kompetentne, które nie tylko bardzo lubię, ale i podziwiam za wiedzę i umiejętności. Za to, jak opowiadają o swojej pracy, dzielą się z nami wiedzą, pomagają, cierpliwie tłumaczą. To są wspaniałe dni, wypełnione pogłębianiem wiedzy, pracą, ale też są śmiechy, żarty, atmosfera jest koleżeńska i miła.:))) No prostu chce się tam wracać.:)))
Jak zwykle przyjeżdżam dzień wcześniej, bo mam nieco daleko. To 5 godzin jazdy, po drodze muszę zrobić jakiś przystanek, to trochę schodzi. Tym razem zatrzymałam się w gospodarstwie agroturystycznym w Gąsawie. Dostałam przyjemny apartament, składający się z dwóch pokoi i łazienki. Z dobrze wyposażoną częścią kuchenną. I elementem, który mnie mocno zaskoczył.:) Ale trzeba przyznać, że miło.:))) Zapomniałam spytać czy działa, bo tam był też kaloryfer. I była oczywiście gaśnica.:)
Gdyby ktoś chciał namiary na ten nocleg, to proszę o kontakt.

3cca2d13a790e7c5gen

09da20e9dc3e2316gen

No i po spokojnym noclegu wyruszyłam już do Biskupina. Po drodze wstąpiwszy do Dino po śniadanie.:)))
I wreszcie spotkanie, powitanie, obejrzeliśmy film o Biskupinie i poszliśmy do chat łużyckich. Tam krótki wykład o materiałach używanych do tkania, o odkryciach archeologicznych dotyczących tkania. I przechodzimy do pracy. Zaczynamy od początkowej fazy, czy od przygotowania nitek. Czyli przędzenie. Dostajemy przęśliki, wrzeciona i wełnę. I nie wiem dlaczego, ale w tym roku nie zrobiłam zdjęcia! A już mi nawet nitka zaczęła wychodzić.:))) Bo na początku z reguły przędzie się ozdobny sznurek. Chociaż oczywiście są osoby utalentowane, które sobie z tym lepiej radzą i nitkę osiągają niemal od razu. No ja akurat nie należę do tych osób.:) W tym roku jednak już lepiej mi szło.:)
Wełnę dostajemy już gotową. Na szczęście nie musimy samodzielnie strzyc owcy i prać wełny. To zbyt czasochłonne, więc dostajemy już upraną, bez owcy w środku.:))) Wełnę trzeba sobie najpierw przygotować, odpowiednio ją rozluźnić, żeby dało się wyciągnąć mało włosia. Wrzeciono z przęślikiem już robią resztę, czyli skręcają nić. Wełnę przędzie się łatwo, dobrze się łączy. Len to już trudniejsza sprawa. Łatwo się plącze, trudno się łączy, kiedy trzeba zacząć nową wiązkę przędzy, jest ciężki do wyciągania. Ale przyjemniej pachnie.:)))
W przerwach jak zwykle robię zdjęcia.:) W chacie jest sporo pięknych rzeczy. Wspaniałe krosna, ten kolor na zdjęciu nie wyszedł zbyt dobrze, w rzeczywistości ta zieleń jest głębsza i przepiękna.

92b571ae3883b970gen

Dookoła warsztaty tkackie, krajki, próbki tkanin. Tkaniny farbowane naturalnymi barwnikami.

d979294a5b9f3a09gen

3bbfb2a9ca78ce6bgen

d4ac177346566893gen

Wśród krajek jest ta w środku, czerwona z żółtym wzorem, utkana przez jedną z pań, którymi mamy zajęcia. To wzór z Halstatt. To stanowisko archeologiczne, niezwykle bogate, gdzie, oprócz różnych sprzętów, doskonale zachowały się tkaniny. Wśród nich różne krajki. Ta w oryginale jest zielona z żółtym wzorem. Odtworzenie jej to już naprawdę wysoki poziom.

b8a13a534ca796a4gen

My zaczęliśmy tradycyjnie od bardka. Najpierw proste wzory, powstające tylko poprzez odpowiednie nawleczenie nici. Układ nici sam tworzy wzór, tylko przekłada się wątek. Część osób przywiązała się do specjalnego stojaka z haczykami, część sobie rozpięła krajki między dwoma stabilnymi rzeczami (np. słupami).

354e912beba5e96bgen

9834bad8aa0d3181gen

699fee9d06499964gen

Ten wzór w paski bardzo mi się spodobał. Co prawda nie dysponowałam takimi kolorami, ale w domu odtworzyłam go sobie z takich, jakie akurat miałam.:)

d856a7fb1f079493gen

Potem wzory wyciągane. Tutaj nawleka się nici wzoru i tła, a wzór tworzy się podczas tkania, wyciągając odpowiednie nitki. Można sobie tworzyć i zmieniać wzór na bieżąco, wedle fantazji.:))) Z jednego nawleczenia mogą powstać przeróżne kombinacje.:)

c962e0c2a6efc8e7gen

Ostatnim etapem są tabliczki. Powstają, według mojego określenia, krajki ćwiczebne, na których próbuje się pracy z tabliczkami, patrzy się, jak powstaje wzór, jak zmienia się w zależności od obrotów tabliczek do siebie lub od siebie, jak się zmienia podczas zmiany kierunku nawleczenia nici Z lub S. Hmmm… Dużo tego.:))) Ale też wzory na tabliczkach są niezwykle bogate.:)

a121e3716302b02cgen

Okazało się, że nie tylko ja robiłam zdjęcia. Wreszcie mam zdjęcie podczas pracy.:)

97425bb895037538gen

e6488837700ee578gen

Podsumowanie mojej pracy.:)  Od dołu: 1) krajka bardkowa prosta, 2) na bardku – wzór wyciągany, 3) na tabliczkach – „ćwiczebna”, 4) na tabliczkach – wzór ze zmianą kierunku S/Z. Przy identyfikatorze rolę tzw. „smyczy” pełni krajka, oczywiście ręcznie tkana przez jedną z pracownic Muzeum.:)))

761f9743ef2df23fgen

Jak widać tkanie jest pracą fizyczną, nawet dość męczącą, bo jak się człowiek wciągnie, to trudno odejść.:) Tka się przeważnie na stojąco, często w skłonie, trzeba sobie od czasu do czasu zrobić przerwę i wyprostować kręgosłup.:) Ale to naprawdę daje dużo przyjemności, satysfakcji, kiedy wzór wychodzi, kiedy się „załapie” jak to działa. Owszem, błędy się robi, ale można wychwycić moment, kiedy zrobiło się coś nie tak i potrafi się to naprawić. A kiedy wychodzi się z chaty, to ma się wrażenie, jakby przechodziło się do innej rzeczywistości.:) Eeech… Mogłabym pisać i pisać. No po prostu jest to wspaniałe.:)
W drugiej części opiszę tzw. okoliczności przyrody towarzyszące warsztatom.:)))

d2aa79b5504c0a40gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna