To już październik?! Serio?!

No kurczę blade, jak to zleciało! Kalendarz miałam na wrzesień tak zapisany, że miejsca zaczęło brakować. Się działo. Udało mi się sprzedać dom rodziców. Końcówka była mocno nerwowa, ale pani notariusz bardzo miła, panowie z agencji sprzedaży nieruchomości bardzo pomogli i dało radę.

Blog zakurzony, do znajomych to tylko zaglądam, mało komentarzy zostawiam.

Do tego początek roku szkolnego, KGW się bardzo uaktywniło, impreza za imprezą z dożynkami włącznie. Ufff… Obiecałam, że pokażę wieniec dożynkowy. Miał dwie wersje, bo po pierwszych dożynkach trzeba było go trochę odświeżyć, wymienić elementy z żywych liści itp.

Jesień się rozwija. Na razie jeszcze jest ładnie, chociaż coraz zimniej. Udało się złapać prawdopodobnie pierwiosnka. Jakieś gęsi odlatywały.

Koło Miejskiego Centrum Kultury jest wypaśny domek dla owadów. Bardzo mi się podoba.

W ogródku coraz puściej, kolory jesiennieją, udało mi się zrobić parę zdjęć z drogi o poranku. Szkoda, że owoce ligustru są szkodliwe, bo w tym roku obrodził.:) Zdjęcie topinamburu prymitywnie „oczyściłam”, bo jakieś śmieci mi nawiało na obiektyw, co zauważyłam dopiero przy oglądaniu ich w komputerze.:) Zawsze mi się podobało dzikie wino. Próbowałam je u nas posadzić i nie udało się. Aż pewnego razu się pojawiło i rośnie pięknie.:)

Zawsze z nim kojarzy mi się piosenka śpiewana przez Marka Grechutę.

Droga mglista, oszroniona. Rano jadę pod słońce, jak wracam, to już nawet da się patrzeć.

No i robi się coraz zimniej, puściej, ciszej… Ja coraz bardziej mam ochotę jak kot zwinąć się w kłębek, w ciepełku i spać.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Lipiec – kultura i sztuka:)

I to już ostatni, trzeci dzisiaj wpis.:) Z tą sztuką to przesadziłam, ale się pochwalę rękodziełem. Trochę wcześniejszym, ale tworzę następne. Nie umieszczę ich w hand made, bo chcę dodać trwały opis, a tam jak zmienię obrazek, to zniknie. Te zdjęcia są u mnie na koncie instagramowym (https://www.instagram.com/dettabe/). To nowość dla mnie i jeszcze trochę nie ogarniam.:) Otóż zrobiłam kolejne podejście do serwetek. Wcześniej próbowałam, ale szło mi kiepsko. Czasem coś się udało, ale rzadko. Teraz chyba się zaczęło udawać.:) Po obejrzeniu najróżniejszych tutoriali na YT, trafiłam na przewodniki Aurelii (https://www.instagram.com/aureliamyszkaszara/). No i to okazało się strzałem w dziesiątkę! Zatem przedstawiam dwie pierwsze: Zofia i Magdalena.

Jeśli chodzi o wydarzenia kulturalne, to nasze Koło Gospodyń Wiejskich wzięło udział w konkursie „Polska od kuchni”. Do Koła dołączył zespół Moderato. Pojechaliśmy na półfinał województwa łódzkiego do Uniejowa. I zdobyliśmy I miejsce! Ależ to były emocje! Teraz we wrześniu czeka nas finał w Warszawie. Przedstawiam Wam nasze KGW. Dwa zdjęcia, bo nie wszyscy na każdym byli.:) W Kole są także panowie.

Teraz szykujemy się na dożynki i do robienia wieńca. W międzyczasie robimy sobie sesje zdjęciowe. W celach charytatywnych. To znaczy z tych zdjęć powstanie kalendarz. Dochód z jego sprzedaży będzie przeznaczony na rehabilitację dziecka. To już kolejna taka akcja naszego Koła. Ale jak się czyta list od rodziców takiego maluszka, to widać, że naprawdę warto. Taki list jest na naszej stronie: https://www.facebook.com/pages/category/Society—Culture-Website/Koło-Gospodyń-Wiejskich-w-Niedyszynie-399399327519238/

Takie sesje bywają bardzo wesołe.:) Ostatnio robiłyśmy wianki i zdjęcie przy obficie zastawionym stole. Okazało się, że z poczęstunku skorzystał czarny kociak.:) Zdjęcie zrobiłam podczas interwencji.:)

To jeszcze jedno z moich prywatnych zdjęć. Podczas sprzątania domu rodziców znalazłam dużo pamiątek. W tym paletę mojego dziadka. Wygląda jak obraz. Zawiesiłam ją pod obrazem, który dziadek namalował. Według pewnej pani są to tecynie.:) Bo dziadek wskazując na nie powiedział: „To są moje obrazy. I jeszcze te cynie”. Pani dziennikarka napisała, że na obrazie są tecynie.:)

No, to teraz dam Wam już spokój. Na jakiś czas.:)))

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Lipcowe zwierzęta

No dobrze, nie tylko lipcowe. Jedno zdjęcie motyla wcześniejsze, ale mi pasuje tematycznie. Dopadłam go w mieście, na stopniach przychodni.:)

Z najnowszych wieści: właśnie słyszę, że po polu sąsiada buszuje kombajn. Dochodzi 20, ale jest jeszcze widno, pogoda sprzyja. Teraz żeby wykorzystać moment, kiedy zboże suche, to nawet po nocy kombajny słychać. Byle przed deszczem zdążyć.

Wracam do zwierzątek. Jak jeżdżę do miasta, to w jednym miejscu jest duża zagroda, a w niej zwierzaki. Przeważnie kucyki 2, czasem trzy. Były też owce, brązowe. Teraz pojawiła się alpaka. Miła jest. Akurat coś przeżuwała.:) Zdjęcie robione trochę dziwnie, przez płot, z daleka, bo nie chciałam przełazić przez rów.:) Po podwórku skakał nam dzwoniec, a nasza psica umie się świetnie maskować.:) Na łące towarzyszyła nam sarna. Jakoś niespecjalnie się nami przejmowała.:)

No i teraz już owady. Kosmaty trzmiel na kosmatym kwiatku. I oczywiście motyle.

Nie wszystkie umiem oznaczyć szczegółowo, ale podam ogólną nazwę. Pierwszy to ten najwcześniejszy, z przychodni – czerwończyk żarek. Dalej latolistek cytrynek (samica, jaśniejsza), dostojka (albo przeplatka, ja ich nie ogarniam:)) ze złożonymi i z rozłożonymi skrzydłami, przestrojnik, bielinek, karłątek, rusałka pawik, rusałka ceik. Na koniec dwa najpiękniejsze: pazie królowej. Jeden był jasny, prawie biały, drugi bardziej żółty, domyślam się, że to samiec i samica (tylko nie wiem, które jest które). Był jeszcze polowiec szachownica, ale za szybki.:))) Może jeszcze go dopadnę.:)

Wychodzi na to, że po prostu pozazdrościłam Konradowi (Ladaco), że u niego i kwiaty i zwierzęta rozmaite, a u mnie nic. No tylko jego zdjęcia są porządne, a u mnie amatroszczyzna. Ale nie umiem obrabiać zdjęć (chyba że coś muszę odciąć z boku:), nie znam się na programach do tego. No i chyba jestem na to zbyt leniwa.:)))

To chyba będzie jeszcze jedna część, tym razem kulturalna. W sensie KGW i tak dalej.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Lipcowe rośliny i chmurne szaleństwa

No tak. Nie piszę, nie piszę, a teraz będą dwa posty. Albo nawet trzy. :))) Bo ostatnio nazbierało się trochę zdjęć i w jednym to by było za dużo. Trochę się zaczęło dziać. Lato w rozkwicie, motyli w tym roku dużo, kwiatków ciekawych też. Słońce i chmury robią co mogą, żeby było jeszcze ciekawiej. No to trzeba było złapać aparat i trochę z nim pobuszować. Nasze koło gospodyń jest coraz bardziej aktywne. Mamy nadzieję na normalne dożynki i wieniec, taki jak kiedyś. Pleciony wspólnie. Zboża już schną.:) Prywatnie też się dzieje. Sprzedałam dom po rodzicach, teraz trwa wielkie pakowanie, reorganizacja, przewożenie itp. Trochę to trudne, bo nasz dom jest mały, musimy trochę mebli sprzedać, w tym te najstarsze, najpiękniejsze. Psychicznie też dla mnie trudne, bo tyle wspomnień, emocji… No ale trzeba żyć dalej… Wszyscy jesteśmy już podwójnie zaszczepieni i cieszymy się wakacjami.:)

To tak tyle „ogłoszeń parafialnych”.:) Przechodzimy do zdjęć.:) Najpierw niebo przedburzowe, szalone, dynamiczne. Potem niebo podczas zachodu. Ale tym razem słońce zmieniło tak bardzo kolory, że chabry zrobiły się fioletowe, a wszystko wyglądało nieziemsko.

Jak już jesteśmy przy chabrach, to sąsiadka zafundowała sobie tzw. łąkę kwietną. Cóż za szaleństwo! Bogactwo niesamowite, a tylu kolorów chabrów jeszcze nie widziałam. Oprócz zwykłych były ciemne takie fioletowo-bordowe, jasne różowe, białe, koralowe. Pojedyncze, pełne. Nie wszystkie od razu zauważyłam.:) Piękne! Jedno zdjęcie fatalne, ale widać kolor, a potem już takiego nie znalazłam.

Do roślin dodam jeszcze obłędnie kwitnącą lipę (bardzo lubię zapach kwiatów lipowych), biały powojnik i ulubioną roślinę synka, która, jak się okazało, bardzo ładnie kwitnie.:) A żywi się np. muchami.:)))

No to część roślinna za nami.:) Teraz pora na zwierzęta przeróżne. A ponieważ motyli w tym roku mnóstwo, to łowy są obfite.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

No i już czerwiec

Mam dziwne wrażenie, że znowu coś się zmieniło w ustawieniach, albo ja coś wcisnęłam, bo wpisywanie nowego postu jakoś inaczej wygląda. Cóż, nie nadążam…

Natomiast przerwy między akapitami nadal są duże. Trudno. Czas, jak wiadomo – płynie. Znika jaskrawość rzepakowa. Wszystko pokrywa się jednolitą zielenią. Co chwila coś nowego zakwita i przekwita. Borówki, rabarbar. Pierwszy raz widziałam kwitnący rabarbar. Na naszym był jakiś żuczek (chrząszcz, jeszcze nie zidentyfikowałam) i dwa pająki. Jeden myknął, drugi był wielki i… ciekawy, bo biały.:) Jeśli chodzi o zapach kwiecia, to nie polecam. Wręcz odradzam wąchanie, no ale jeśli ktoś jest ciekawy…:)))

Plączą nam się po podwórku gołębie. A to siedzą na słupie, a to na akacji, którą traktują jako drzewo toaletowe.:) Do tego kot nastudzienny i niesamowite chmury. Mało teraz wychodzę, bo nie mam gdzie. Okolica obcykana, a w mieście to przeważnie trasa parking – sklep – parking. Nic ciekawego. Dzieciaki rosną, niedługo koniec roku i wakacje, a budzik wyłączamy. Przed nami jeszcze seria szczepień: my drugą serię, dzieciaki pierwszą, bo Juniora też już będzie można zapisać.

W tym roku znowu nie ma festiwali, festynów i tego typu rzeczy. Nie ma warsztatów tkackich, posucha straszliwa. Ten wirus jest za mały, żeby go złapać i natrzaskać po ryju, ale chyba każdy by miał ochotę…:) Brakuje spotkań, rozmów, podróży. Mam wrażenie, że wszystko jest jakby zatopione w kisielu, niemrawe takie. Błeee… Oby to w końcu minęło i wróciła normalność, choć zbyt wiele się zmieniło…

Tak mi jakoś wychodzi jeden wpis na miesiąc, ale cóż posucha wielka, nie za bardzo jest o czym pisać, zdjęć robię mało. Ot, czasy takie.

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna