W Biskupinie na festynie:) cz. 2

No to idziemy dalej. Jak już pisałam – program był bardzo bogaty, wykłady, inscenizacje, koncerty. Wprawdzie nieco podobnie jak w ubiegłych latach, ale teraz większość w innych miejscach, więc trzeba było szukać. No i przez to nie wszystko obejrzeliśmy, zrobiłam tylko część zdjęć. Czasami w jednym miejscu zatrzymywaliśmy się na dłużej, toteż gdzie indziej tylko biegiem i częściowo.:)
Albo się rozdzielaliśmy. Na przykład ja buszowałam w kramach i chatach łużyckich, panowie sobie poszli do osady pierwszych rolników oraz obozowiska łowców i zbieraczy epoki kamienia. Ja odmówiłam wchodzenia po schodach. Są wielkie drewniane i się ich boję. Schody ogólnie nie są dla mnie przyjazne, potrafią mnie zrzucić, skopać i czasem coś mi skręcić (na przykład nogę). Toteż zawsze podchodzę do nich z dużą nieufnością.:) Zdjęcia po tamtej stronie schodów robił synek.:) Oczywiście pan Wojtek z wołami to było zdjęcie obowiązkowe.:)))

c997930a697cf9c4gen

5c3e0e727ab98a0fgen

78a7a9fe76ef9db6gen

99c3d3fa396d526dgen

Przy okazji – kramy to nie tylko piękne i pożyteczne rzeczy do kupna, ale także różne ekspozycje, narzędzia, materiały, bo tam część rzeczy powstaje na bieżąco i można obejrzeć proces powstawania rozmaitych przedmiotów. Tu powstają, między innymi, piękne kolczyki.:)

ac99ab25ec7cf5e6gen

A przebiegając różnymi ścieżkami czasem była okazja do zrobienia zdjęć takim słodziakom. Wszyscy się tymi myszkami zachwycali, znosili je ze ścieżki i robili zdjęcia.:)))

1843ee1483f12354gen

Zmuszeni do poszukiwań tego, co chcieliśmy obejrzeć, oglądaliśmy też inne rzeczy, które „odkrywaliśmy”.:))) Synek utknął na dłużej u bursztyniarza, bo się przyznał, że umie się posługiwać starożytną wiertarką. Dostał małą wiertarkę, kawałek bursztynu i miał wywiercić dziurkę. Nigdy nie myślałam, że znudzi mi się oglądanie bursztynów.:))) Bo to trwało… Ale się udało. Dziecię szczęśliwe, pan zadowolony z efektów, dał ten kawałek na pamiątkę.:)
Poszliśmy potem do centrum gastronomicznego – wszystkie punkty z jedzeniem zebrano w jednym miejscu, z daleka od kramów, co oceniliśmy na duży plus. Po posiłku obejrzeliśmy coś w rodzaju wystawy prac rzeźbiarza. Rzeźby w kamieniu. Autor siedział w innej części, tuż koło wioski wczesnopiastowskiej i pracował nad kolejnym dziełem. Rzeźb było mnóstwo, z różnych epok i krajów, kopie najrozmaitszych posągów, fryzów, kolumn i innych tego typu rzeczy. A obok rekonstrukcja kamiennego grobowca.

664827f846edf5ebgen

211eb1fe164cc681gen

379abe03e4d7dce9gen

Do tego znaleźliśmy ciekawą hmm… instalację edukacyjną: kawałki drewna z różnych drzew, liście, kora, do zgadywania i przy okazji nauczenia się rozpoznawania gatunków. Zdjęć nie robiłam, bo było dość ciemno, a my byliśmy tam już pod koniec dnia.
Drugiego dnia zaczęliśmy od Interaktywnego Muzeum Rybactwa. Jest tuż obok miejsca, w którym nocowaliśmy, więc nie wypadało ominąć. Zwłaszcza, że bilet parkingowy dawał nam zniżkę na bilet wstępu.:))) Trzeba przyznać, że bardo ciekawie urządzone. Na początku izba rybaka. Na jednej ścianie ekran, a na nim film – scenka z życia. Jakby się zaglądało do prawdziwej izby. Mnóstwo sprzętów domowych, i tych do pracy, do połowu ryb, sieci najrozmaitsze i wędki ze spławikami, przynętami itp. Dużo zdjęć, ryb, przekrój ryby, łuski pod mikroskopem, quizy dla dzieci, gra z łowieniem ryb, akwarium z żywymi rybami, duża łódź, w której można było usiąść, a na dziobie łodzi… rybak siedzi, pali fajkę, opowiada piękną bajkę…
Duuuużo tego, ciekawe, piękne, pomysłowo zrobione, z częścią zewnętrzną, gdzie były m.in. wielkie modele ryb, różne narzędzia i maszyny, jak na przykład kosiarka do roślinności zarastającej jezioro.

142c4ef99f80c4f4gen

a54079671efd006fgen

5a0159b2c711da28gen

Jak już wspomniałam były różne inscenizacje. Część widzieliśmy z daleka, część – w częściach.:))) Jedną z tych scenek była historia o Mieszku I i cesarzu Ottonie III i bitwa wojów. Tak, była bitwa.:))) Czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Historia była o podarowaniu cesarzowi wielbłąda.:))) I tu pojawiają się właśnie wielbłądy, o których wcześniej pisałam. Inscenizacji nie obejrzeliśmy w całości, ale fragmentarycznie. Czyli tak: widzieliśmy wielbłądy, bitwę wojów, biskupa Thietmara, który był narratorem, Mieszka I i Ottona III, Części nawet udało mi się zrobić zdjęcia. Tylko Ottonek wykorzystał chwilę, kiedy akurat delektowałam się podpłomykiem i przemknął kurcgalopkiem. I tyle go widziałam.:))) Wielbłądom zrobiłam zdjęcie osobno i z tym, no operatorem?:)))

bba1b714d666da1fgen

c59fed1bc9f16abfgen

7bd3869cb44237c4gen

f755bce4e95c7f26gen

c61c1f4c74aa0d29gen

Zdecydowanie w tym roku te dwa dni na festiwal to było za mało. Tam trzeba być tydzień i już. No nie wiem, ale zaczynam coraz bardziej myśleć o… wolontariacie.:))) Zobaczymy.:)))
To już koniec tegorocznego sprawozdania, kolejne, mam nadzieję, za rok.:)))

c59b0581d90e34ddgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Reklamy

W Biskupinie na festynie:) cz. 1

Zatem kolejny raz wyruszamy w drogę i mkniemy do Biskupina. Tym razem na XXIV Festyn Archeologiczny. Tematyką jest handel w szerokim tego słowa znaczeniu i nie ograniczający się tylko do jednej epoki. „ArcheoMarket. Od wymiany po stragany”. Najpierw po drodze sprawdzamy jak wyglądają lasy. Nadal jest to przykry widok. Olbrzymie ilości pociętego i równo ułożonego drewna, pojedyncze drzewa, które jakimś cudem ocalały i krzaki. Wiele czasu upłynie, zanim to odrośnie do poprzedniego stanu.

bdc7e590a103c39fgen

No dobrze. Dojeżdżamy. Meldowanie w pokoju, pani z zajazdu już nas rozpoznaje.:))) Ciekawe, czy mają karty stałego klienta?:))) Ruszamy do kas. Cóż, to już końcówka festiwalu, więc tłumów przy kasach i kolejek nie ma. Idziemy, tradycyjnie do wioski wczesnopiastowskiej, od razu przed bramą wpadając na znajomego.:)))
Idziemy i po drodze szukamy zmian. W Biskupinie sporo się zmieniło, zaczynając od Dyrektora… Przy chacie pałuckiej małe przemeblowanie, ale to już było w zeszłym roku, po tych wichurach, bo tam drzewa połamało. Wioska wczesnopiastowska – bez zmian. Wojowie ustawieni w rządku pozowali do słit foci z jakimiś dziećmi. Kramy bez zmian, rzemieślnicy są, podpłomyki są.:) Jeszcze sprawdziłam, czy wełna jest. Taka żywa wełna.:)))

8351f8ba1b16f971gen

No to teraz do chat łużyckich, muszę się z tkaczkami przywitać. Wychodzimy z wioski i o! A ci co tutaj robią? Kramów nie widzę, nowe stanowiska drużyn, obok na polance ćwiczą sobie wojowie.

75b332cdf052c393gen

c39b90a731b72d33gen

Dalej inni wojowie i Rzymianie.:) Nawet mają arenę do walk gladiatorskich.

c8161a1db271982bgen

Koni nie widać. Okazało się, że padok jest teraz za chatami łużyckimi, dzieci mogą sobie pojeździć. Natomiast tam gdzie były konie – teraz są… wielbłądy. Dwa duże i jeden malutki. Wersja dwugarbna.:))) Ale o nich jeszcze będzie mowa.
W chatach łużyckich oczywiście obowiązkowo stroje, tkactwo i barwienie tkanin. Trochę pogadałam, zrobiłam parę zdjęć – głównie tam gdzie farbowanie, bo w innych chatach było więcej ludzi. Piękne są te barwy. Do tego były nastrojowe promienie słońca.:) A przy ognisku naczynia z kąpielą barwiącą. Przy okazji zobaczyłam nową metodę przywiązywania osnowy do półnicielnicy i piękny wzór na krajkę tabliczkową. Tu nie zrobiłam zdjęcia – mój błąd. Teraz będę musiała szukać w internecie, żeby spróbować odtworzyć.

02f25b1cb3295dcbgen

e6fec4cb3c2541f5gen

a7739c518e3319f7gen

f1b89bc7cb9e978dgen

66a8409930e06cf9gen

Tak ogólnie to zdjęć zrobiłam mało. W paru miejscach się zgapiłam, będę musiała w przyszłym roku nadrobić zaległości. O ile się uda.:) Bo chleb na pewno będzie, ale czy będzie stanowisko z haftami pałuckimi? Bardzo bym chciała. Obejrzeliśmy je w biegu, zdążyłam tylko trochę popatrzeć i dowiedziałam się, że czerwona halka z czarnym haftem to piekielnica.:))) Nie ośmieliłam się poprosić czy mogę zrobić fotkę, bo pani ją miała na sobie i z wdziękiem uniosła spódnicę, demonstrując haft cudnej urody.:)
Ogólnie to w tym roku wyszło mi bardzo chaotycznie. Duże „przemeblowania”, musiałam się zorientować gdzie co jest, poza tym trafiały się postoje czasochłonne, no i nie wszystko obejrzałam dokładnie. A tu było kilka inscenizacji, kilka wykładów. Oj dużo tego! Faktycznie potrzebne parę dni, żeby tym wszystkim się dobrze nasycić.:))) Scena w innym miejscu, z telebimem, dobre nagłośnienie. Pierwszy zespół niemal lokalny, bo z Gniezna. Nazywa się Huskarl i gra podobnie do mojego ulubionego Jaru.:) Następny to Lity Taler z Białorusi. Bardzo sympatyczny, świetnie grają, mam płytę z autografami wszystkich, którzy mi się nawinęli pod rękę, chociaż nie jestem pewna czy jedna pani była z zespołu, ale sprzedawała płyty i z rozpędu jej też podstawiłam okładkę.:)

c948cf14c46cbe31gen

00ebd3dcbbfac88egen

Ze stałych punktów, to udało nam się w ostatniej chwili złapać saperów. Dzieciaki bardzo chętnie pomagały im sprzątać i pakować stanowisko (różne pociski, i takie tam). Mąż sobie z nimi porozmawiał, a synek wykorzystał okazję, że został sam i pozwolono mu wejść do samochodu. Usiadł przy kierownicy i pan mu pokazał, jak się włącza syrenę.:)

f4fa636884fb734bgen

Tak patrzę i myślę, że chyba jednak ten wpis podzielę. Mimo wszystko wyszło tego sporo. To w takim razie tutaj stawiam kropkę i zapraszam na drugą część.:)))

88457435476eb595gen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Jesiennie, sennie

No wiem, miał być wpis o Biskupinie. Obiecałam – będzie na pewno. Ale coś ostatnio niedomaga Fotosik, gdzie mam zdjęcia i muszę jeszcze trochę poczekać. Było sporo zmian, które chciałam zilustrować.:)))
Tymczasem wybraliśmy się z ostatnią już wyprawą do naszej zaprzyjaźnionej cioci od bloga i pianina.:))) Najpierw tradycyjny spacer po lesie, nawet udało się nam trochę grzybów znaleźć, kanie się suszą, a podgrzybki zostały zjedzone w niedzielnej jajecznicy.:) Jak zwykle czas bardzo mile spędzony z naszymi przemiłymi Gospodyniami. Przy pysznościach i pogawędkach. Zostaliśmy poczęstowani fantastyczną herbatą o jaśminowym zapachu. Orzeszki w wasabi to jednak nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.:))) Oj nie!:))) Bardzo lubimy tam jeździć. Ciepło, serdecznie, wesoło, sympatycznie. Dziękujemy Kochane!:)
Jak Fotosik się pozbiera, to spróbuję napisać coroczne sprawozdanie z Biskupina.:)))
Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Skrót wiadomości:)

Lato się skończyło, a jeszcze sporo się działo. To tak w skrócie.:)))
Oprócz wyjazdu nad morze były też inne imprezy.
Oczywiście dożynki.:) Tym razem brałam w nich bardzo umiarkowany udział – właśnie z powodu wyjazdów. Wieniec miał w tym roku akcenty patriotyczne, ale wiadomo – wyjątkowa rocznica.

78472dcbf5c7bdeegen

aa562ae6c2abdafagen

Po dożynkach gminnych i parafialnych – uroczystość w naszej wsi. Nasza Ochotnicza Straż Pożarna obchodziła swoje 90-lecie. Byliśmy na mszy, na której poświęcono sztandar naszej straży. Było uroczyście, momentami wzruszająco, pięknie. Było dużo zaproszonych gości, poczty sztandarowe, mnóstwo wozów strażackich (wśród nich uroczy zabytek:). Była orkiestra i nasz chór Moderato.
Jestem dla nich pełna podziwu. Znam rodziny, w których kilka osób jest w straży. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Dzieci też chcą być strażakami.:) Jest też drużyna juniorów. Strażacy – na nich zawsze można liczyć.:) Wszystkiego najlepszego!

90c460c0884fdbe7gen

477be557fb5594abgen

0d31bc2b11e00fe5gen

04d31ff1eed244a6gen

6c10025065de663egen

a03427dd34bc7b35gen

4dd02f5e03c3f4fdgen

Potem kolejny wyjazd i spotkanie z fantastycznymi ludźmi – słowem: Kartoflisko. Tym razem bardzo miła lokalizacja w uroczym Złotym Potoku. Pomijam dojazd i powrót, które upłynęły pod znakiem żółtych tabliczek z napisem „Objazd”… Spotkanie, jak zwykle, za krótkie. Wiele rozmów, śmiechu, pyszne jedzenie, świetne nalewki. Ale najważniejsze – bycie razem, cieszenie się swoim towarzystwem, ładowanie akumulatorów na zimę, żeby było co wspominać. Dzieci też znalazły zajęcie, a synek przytaszczył mnóstwo krzemieni i kamienie ze skamielinami.:))) Eeeech! Pięknie było!

20546672bbafb6ccgen

0a99acbb4e6d26a4gen

b92dfc7704ed52d2gen

W drodze powrotnej zafundowaliśmy dzieciom jeszcze jedną rozrywkę – zamek w Olsztynie. Mąż chodził z nimi po rozmaitych schodach. Ja nie wykazałam entuzjazmu, nie chciało mi się zakładać adidasów, zostałam w sandałach i oglądałam sobie zamek z dołu.:)))

163a1eef3c88f0a9gen

Koniec lata dał nam piękną pogodę, można się było pozachwycać przyrodą. Nad naszym domem żurawie ćwiczyły loty w różnych formacjach. Pojawiło się mnóstwo latających puszków – chyba z topoli lub czegoś podobnego i zasypały wszystko. Wyglądały jak ciepły, puszysty śnieg.:) Wreszcie zaczęły spadać orzechy.:))) Najlepiej smakują mi te świeże, obrane ze skórki. Pyszne.:)

95940d0f11af9751gen

b44e70a70d47b007gen

f8949f4d93a046d0gen

To tyle skrótu. Był jeszcze jeden wyjazd, ale na niego trzeba jednak odrębny wpis. Oczywiście chodzi o festyn w Biskupinie.:))) To będzie następne, tylko uporządkuję i wybiorę jakieś zdjęcia.:)))

2c5ae372f1396c7fgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Wyjazdowe atrakcje

Oprócz samego morza, plaży i innych atrakcji typowych (różne smakołyki, kolorowe warkoczyki we włosach – ja mam niebieski, miejsca do zabawy i inne takie) mieliśmy atrakcje nietypowe. Ponieważ akurat jednego dnia pogoda była gorsza, to pojechaliśmy do pobliskiego Jarosławca. Opiszę to od końca.:)))
Ostatnie było Muzeum Bursztynu. Tzw. multimedialne, ciekawie urządzone, choć może nieco ciemne i dla osób, które nie lubią chodzenia po jaskiniach, mogło nie być przyjemne.:))) Ale bursztyny były cudowne! Nawet udało mi się zrobić kilka zdjęć. Między innymi bursztynu ze zwierzątkiem, różnych form tych klejnotów, a także okazu ziemnego, z bliskich nam okolic.:)))

7d32ccf8239d0388gen

d95e2afe0f29c0b7gen

75458253c9b18a0egen

Przed muzeum odwiedziliśmy papugarnię. Tę i kolejną atrakcję oglądaliśmy tylko z synkiem, córcia odmówiła kontaktu ze zwierzętami i tatuś musiał coś wymyślić.:))) Papugi – wiadomo – drą dzioby. Dostają pod nos jedzenie w pojemniczkach, ale czasem wolą poskubać… palce osoby, która ów pojemniczek trzyma.:))) Cudnej urody ara, wielkie ptaszysko, upodobała sobie z kolei czapkę jednego z turystów. Konkretnie taki rodzaj guzika, który bywa na czubkach czapek. Mimo interwencji opiekunek nie odpuściła, aż zupełnie owego guzika nie oddziobała. Turysta zniósł to dzielnie, nawet zdjęcia robił, ale kiedy zainteresowała się jego kolczykiem (bardzo błyszczał), to już zawołał o pomoc i towarzysząca mu pani kolczyk zdjęła i szybko schowała.:))) Stratę kolczyka pewno by przeżył, ale, tak jak wszyscy, bał się, że gdyby papuga to połknęła, to zrobiłaby sobie krzywdę. Na zdjęciach urocza ara i parę innych dziobatych piękności.

b3697defb69ab460gen

1caf59eb6039243egen

d7ac1e1cd6c56b3egen

a34d07237110291fgen

65b5c70230e3bb31gen

0e009b1e950cb604gen

Później okazało się, że papugi lubią robić niespodzianki. Otóż wracaliśmy spokojnie do domu. W miejscowości blisko naszej wsi nagle jakiś ptak zaczął lecieć koło naszego samochodu. Spojrzałam i zamarłam. To była papuga! Zielona, spora, z czerwonym dziobem. Zatkało mnie kompletnie. Dobrze, że synek też ją widział (leciała po naszej stronie), bo już zaczęłam podejrzewać, że jednak słońce było za mocne… Podejrzewamy, że widzieliśmy słynną aleksandrettę obrożną. Ponoć pojawiły się już w stanie dzikim w Polsce i nawet gniazdują.:)
Na koniec to, do czego pognaliśmy na początku.:) Największa (dla nas) i najpiękniejsza atrakcja: motylarnia. A tam – spełnienie marzeń – cudny morpho, który czarował błękitnymi skrzydłami, ale nie chciał ich zbyt długo trzymać rozłożonych, więc na zdjęciu jest tylko niebieski błysk.:) Pawica atlas (na drugim zdjęciu) jest uznawana za największego motyla świata. Kolejny, gdy ma złożone skrzydła – wygląda jak liść, gdy je rozłoży – zaskakuje bogactwem barw. I wiele innych. Naprawdę starałam się wybrać mało zdjęć, ale one są tak fantastyczne! Trudno się było z nimi rozstać. Mimo panujących tam warunków, to byśmy z synkiem siedzieli tam godzinami.:)))

efc7835dc17b2fe4gen

5f981d784d0c84a0gen

f95c0b0dd698a438gen

a950b54332ab968bgen

c0a442f24f8ce80egen

395e6d0706389187gen

36f1169fb96c3ac7gen

fad0ee87e773997agen

71cdf6d4de092214gen

6b6fbe303fa49580gen

7f84679e8f52e40agen

Motyle uwielbiam. Te egzotyczne klejnoty mnie wprost oczarowały. Długo je będę wspominać…
I tak nasz pobyt nad morzem dobiegł końca. Pożegnalny spacer, ostatnie zdjęcia, dotyk wody i do zobaczenia…

bcc4207448d4aa7agen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Wakacyjnych wspomnień czar:)

Wrzesień, za pasem jesień, szkoła się zaczęła. Pierwszy tydzień był bardzo intensywny. A ja sobie przeglądam zdjęcia i wspominam.:)))
Oczywiście musiał być wyjazd. Nad morze. Tym razem, szukając domków, znalazłam uroczą miejscowość, dosyć spokojną, z dala od wszelkich Sopotów z molami i innych takich. Miejscowość nazywa się Wicie. Gospodarze okazali się bardzo sympatyczni, domek miły, czysty, w sam raz dla nas. Najważniejszą atrakcją była oczywiście plaża i morze, ale inne też były.
Po drodze czasem też udało mi się zrobić jakieś zdjęcie. Okazuje się, że Grudziądz nawet było widać, jest ładnie położony.:)

da3bf36ec735bf49gen

Kiedy zjechaliśmy z autostrady też się coś znalazło. Pierwszy raz byliśmy w tych stronach i ciekawostką okazały się tablice z dwoma nazwami. Jedna wersja ogólnopolska, druga kaszubska. Niektóre udało mi się sfotografować.

7f64e360e9ccb694gen

3654f2420a127d95gen

20969efdb749f2d8gen

ec3ce8a17c8ed38cgen

Wreszcie dotarliśmy. Po zameldowaniu się i dopełnieniu formalności obowiązkowy spacer po plaży.

9f92474094b76a2bgen

Po drodze zaskoczyła mnie dzika róża, która oprócz owoców miała też kwiaty. Już coś podobnego widziałam, ale to były pojedyncze kwiaty. Tutaj było ich całkiem sporo. Po powrocie sprawdziłam tę u sąsiada – ma tak samo.:)

43949db2fa5c46bbgen

A morze – jak zwykle wspaniałe, codziennie inne. I niebiesko-zielonkawe z falami i szare, wzburzone, i gładkie jak zupa, lśniące w promieniach wschodzącego słońca. I ten zapach, jedyny w swoim rodzaju, szum fal, wiatr wplatający się we włosy, piasek pod stopami i pieszczota słońca… Morze… Wspaniałe i groźne, zachwycające i budzące strach, łagodne i okrutne. Zawsze piękne…

2a6e55adf39ee47bgen

cec40bc44a07f172gen

Niektóre fragmenty plaży były niezbyt wygodne do spaceru, że o kąpieli nie wspomnę.

e909bdd4ba520304gen

Ale piaszczyste też były i dało się popływać.:))) Nawet raz poszliśmy z synkiem rano, skoro świt, na poszukiwania. Znaleźliśmy tylko sporo szkiełek. Natomiast poprzedniego dnia, po południu i przy turystach, znaleźliśmy kilka bryłek bursztynu. Rano obejrzeliśmy sobie wielki statek i rozmaite ptaszyska.:) Mewy i kormorany na falochronie to rzecz normalna, ale pliszka?:)

e844d3ee7ce3542fgen

3602058022a0bfa0gen

bce5849c5b7c2465gen

Przy wydmach był fioletowy piasek. Pierwszy raz taki widziałam.

1937ae2c02e6fb55gen

Jeszcze takie urocze, klasyczne obrazki.:)))

c69a37a9d3b2cf08gen

570d39771dfec50bgen

I to będzie koniec pierwszej części wyjazdowej. Potem będzie jeszcze trochę o innych atrakcjach.:)
Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Matka tka…

Zatem wracamy do Biskupina. Teraz tkanie na warsztacie pionowym. Tytuł poprzez skojarzenie z piosenką w uroczym wykonaniu Wiesława Michnikowskiego: „Dziecię tkaczy”.:)))
Warsztaty przygotowane i ustawione.

e95ffd6c81db2e43gen

fcc24db6dd40582egen

Te są do splotu prostego dla początkujących. Nasza czwórka dumnie tworzy grupę zaawansowaną i będziemy tkać splotem skośnym. W splocie prostym osnowa dzielona jest na dwie warstwy, my będziemy ją dzielić na cztery. Przygotowanie do splotu prostego opisałam w ubiegłym roku tutaj: https://przeplatanka.wordpress.com/2017/08/23/warsztaty-tkackie-czesc-2/
Teraz zajmę się tym bardziej skomplikowanym splotem.
Przygotowanie na początku wygląda podobnie. Tka się na bardku krajkę, która utworzy tzw. trzeci brzeg, ten górny. Nitki wątku wyciąga się daleko za krajkę i one będą potem stanowiły osnowę.

956c6b690aafe004gen

2260b80b49af714dgen

Potem krajkę przywiązuje się do nawoju. Takiej poprzecznej belki, którą umieszcza się na krośnie, na samej górze. Teraz trzeba starannie oddzielić poszczególne warstwy. Zapleść łańcuszek – każda nitka osnowy ma być w swoim oczku. Ponieważ przy tylu warstwach to dość trudne, pomagamy sobie podkładając pod nici osnowy tło.

d29db5791e7d1c06gen

2f13e5f216d6e982gen

Oczywiście nici są już obciążone ciężarkami i napięte. Potem trzeba je przywiązać do półnicielnic, żeby można było zmieniać ułożenie warstw i tworzenie przesmyku tkackiego. Trzy półnicielnice są ruchome. Czwarta warstwa jest nieruchoma.

40e391178511ad2bgen

Warsztat przygotowany, można tkać.

3212bfc08c34cf35gen

Na początku delikatnie, ostrożnie podpychamy wątek. Chodzi o to, żeby tkanina nie była zbyt zbita, żeby dobrze pokazać, jak układa się splot. Najpierw zwykły, potem jodełka. Potem już używamy miecza tkackiego. Jak będzie widać w pewnym momencie machnęłam nim za mocno i zbyt dobiłam wątek, ale potem już znowu tkaliśmy delikatnie, bo wzór był bardzo urokliwy.:)

dd34e24f2604847agen

f391cb337743efb7gen

Ciekawie też prezentuje się z tyłu.:)

89b1fd064536009dgen

Potem zmieniliśmy kolor wątku i tkanina rozwijała się pięknie.:) Miecz tkacki, oprócz równego dobijania wątku, pomagał także ustabilizować przesmyk tkacki.:)

e89b7caa6769b50egen

3069b9297785d8b2gen

75b9a79eb79de65dgen

dc47649b1be3a976gen

0f2c309b28bad354gen

Pokażę jeszcze dzieła z warsztatów ze splotem prostym. Można się świetnie bawić kolorami i utkać piękne rzeczy.

44a3e4c70241266fgen

69d500a4da6ee419gen

I tak, powoli, dobiegły końca kolejne warsztaty tkackie. Przygoda z tkaniem w miłej atmosferze.:))) Poznałam sympatycznych ludzi z pasją, którzy chcą poznać coś nowego, czegoś się nauczyć.
Oczywiście wielkie brawa dla uroczych Prowadzących, które dzieliły się z nami wiedzą, cierpliwie poprawiały błędy, a wszystko to serdecznie, z uśmiechem.:)
Dziękuję wszystkim serdecznie!

ef951136ff87437cgen

Pozdrawiam:)
Grażyna