Dwa obrazki

Ziemia. Taka jak w innych miejscach. Trawa. Chodzę po drewnianych „ścieżkach”. Oglądam olbrzymi kamień. Dotykam go. Potem nagle przyklękam i dotykam ziemi. Jest chłodna, nieco wilgotna. To przecież październik. Zaciskam w palcach niewielką grudkę…
Dzień jest przyjemny, nie jest zimno. Niebo zaciągnięte chmurami, ale nie pada, słońce próbuje się przebijać przez cienką warstwę szarości.
W oddali na rzece widać łodzie. Jest cisza, spokój. Przez chwilę hałasowała piła – trwają wciąż jakieś prace. Przy najdalszej chacie siedzą dwie niewiasty zajęte jakąś robótką, rozmawiają. Nie podchodzę. Nie chcę przeszkadzać, ale też i nie mogę się zdobyć na rozmowę. Wolę być jak najdłużej sama. Upajać się tą chwilą. Pozwolić, by przepływała przeze mnie ta cisza i to co tutaj czuję… To, czego nie potrafię ująć w słowa…
Patrzę w dół, barwy jesienne, stonowane, gasnące. Opieram głowę o belkę, czuję na policzku chłodną pieszczotę drewna. Pusto… I nagle przez chwilę widzę mnóstwo różnych ludzi: rzemieślników, wojów, widzę błysk słońca na hełmach i mieczach. Słyszę gwar tłumu, śmiechy, okrzyki, rozmowy…
Musiałam się chyba zdrzemnąć. Zmęczenie, nadmiar wrażeń, długa podróż musiały dać znać o sobie…

Ziemia. Taka jak w innych miejscach. Trawa. Chodzę po drewnianych „ścieżkach”. Oglądam olbrzymi kamień. Dotykam go. Ziemia teraz jest sucha. Dzień jest słoneczny, gorący. Wokół mnie coraz więcej ludzi. Rzemieślnicy, wojowie, Słońce błyszczy na hełmach, mieczach, kolczugach. Zatapiam się w tłum. Słyszę gwar, śmiechy, okrzyki, muzykę. Wszędzie bielą się namioty. Kramy kuszą pięknymi przedmiotami. Wszędzie tętni życie, jest ruch, hałas. Spotkania, uśmiechy, rozmowy, serdeczne powitania… Miło zobaczyć znów znajome twarze…
Wchodzę do kolejnej chaty. Przez chwilę oczy muszą się przyzwyczaić do półmroku. Potem już wszystko widać. Jest nawet zaskakująco jasno. Rozglądam się po izbie, wdycham jej zapach. Jest tak… swojsko. Tak… domowo. Przez chwilę jestem tu sama. Próbuję jakoś opanować targające mną uczucia. Wyciągam aparat, ale trudno mi zrobić zdjęcie. Po chwili wbiegają dzieci. Czar pryska, to co było, zostaje zamknięte w sercu…
Wychodzę, stając się znowu częścią tłumu. Coraz więcej turystów. Głośno i kolorowo.

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna