Mokro

Kapu kap, kapu kap… W ciągu dnia pada sobie deszcz. Potem robi się hmmm… nieprzejrzyście. Mgła otula wszystko niczym kołdra. Rano promienie słoneczne torują sobie drogę w oparach. I oczywiście nie może zabraknąć dekoracji z kropelek.

Światło je podświetla. Rozpala tęczowe błyski. Takie małe klejnociki. Czy to jeszcze resztka lata, czy już nieśmiały początek jesieni?

W takiej sytuacji nie obejdzie się bez klasyki. 🙂

Kolejny raz ucieszyłam się, że istnieje internet. 🙂 Od pewnego czasu prześladowała mnie piosenka. Właściwie jej fragment. Mniej więcej pamiętałam melodię i część słów. Piosenkę słyszałam hmm… dość dawno. Jako dziecię nieletnie. 🙂 Nie pamiętam kto to śpiewał. Zaczęłam się w końcu zastanawiać czy naprawdę ją słyszałam. No i postanowiłam chociaż słowa znaleźć. I tu miła niespodzianka. Jest wiersz: Jerzego Lieberta „Na fujarce”. Proszę, taka mała rzecz a cieszy. 🙂

Komużeś ty potrzebne,
Nieróbstwo moje śpiewne,
Słówka, zda się, konieczne –
Zbyteczne wy, zbyteczne.

Liryczne, ptasie nutki,
Po których wtór króciutki,
Rzucane po kryjomu –
Każdemu i nikomu.

Niewiele ich, niewiele,
Ale są czyste trele,
Niezbędne, wiem, konieczne –
Światu nieużyteczne.

W drewienko liche dmucham,
Z rozpaczą nutek słucham…
Namawiam świat daremnie –
Obywa się beze mnie.

Miło było przypomnieć sobie ten drobiażdżek. 🙂

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna