Zimowy Wolin cz. 1

Myślałam, że zamknę to w jednym wpisie, ale wybrałam tyle ilustracji, 🙂 że rozdzielę to na dwie części. A co tam! Pomęczę Was trochę. A dla mnie będzie więcej przyjemności przy pisaniu, ustawianiu zdjęć i wspominaniu. 🙂 Wredna jestem… :)))
Wycieczkę zaplanowałam sobie na poniedziałek. Pewniejszy transport, a ja dojdę już do siebie po podróży i przejściach. 🙂
Jechałam z duszą na ramieniu. A co jeśli będzie zupełnie zamknięte? A jeśli tam ktoś będzie i nie będzie chciał mnie wpuścić? Czułam, że narasta we mnie wręcz panika. Stres gorszy niż przed egzaminem. Zakładałam, że jednak ktoś tam będzie, bo prace trwają cały rok, zwłaszcza gdy pogoda sprzyja. Nastawiłam się na różne formy błagania, z korupcją włącznie. :)))
Wysiadłam z autobusu i poczułam, że robi mi się słabo. Kurczę, ja naprawdę się tym przejęłam…
Wreszcie dotarłam do mostu. Pierwsze spojrzenie, od razu mokre oczy. I radość, że jestem już tak blisko. Pierwsze zejście za mostem jest otwarte tylko podczas festiwalu. Podeszłam do drugiego. Uuuu! Schodki kończyły się w wodzie. No to trzeba naokoło. Ponieważ jechaliśmy w wakacje samochodem, to drogę znałam. Jeszcze spojrzałam na wioskę. O! Są samochody. Czyli słusznie sądziłam, że ktoś będzie. Szłam więc drogą i coraz bardziej się denerwowałam.
Wreszcie dotarłam. Na drzwiach budynku z kasą wisi gustowna kłódka. Brama otworzona. Przebrnęłam przez błoto. Słyszę piłę, jakieś stukanie. Przydałby się jakiś człowiek, żeby mój pobyt tutaj stał się legalny. Jak na tę porę roku… :))) Jest ktoś. Grzecznie spytałam, czy mogę tu trochę pobyć. Pan się zdziwił, wytłumaczył, że o tej porze roku to dla turystów zamknięte, ale jak już tu jestem, to mogę sobie pozwiedzać. Ale ulga! Podziękowałam i odeszłam jak najszybciej, bo czułam, że jeszcze chwila i się z tych nerwów rozpłaczę. Uch! Histeryczka głupia! 🙂 Nie wiem, co on sobie o mnie pomyślał… :)))
Najpierw oczywiście trzeba się przywitać z tutejszym Gospodarzem.

Przez te parę miesięcy zmienił się bardzo. Wygląda, jakby był tu od lat, otaczając to miejsce opieką…
Potem już wędrówka wśród chat. Starałam się znaleźć takie ze śniegiem, żeby było widać, że to zimowe zdjęcia. 🙂

Drewniane „ścieżki” pokryte były śniegiem i lodem. Nie najłatwiej się po tym chodziło. Alternatywą była trawa, którą ledwie było widać spod krecich kopców. 🙂 Te zwierzątka buszowały tu stadami.

Chaty oczywiście urzekały urodą. Zawsze fascynował mnie dach, kryty trzciną. Robi wrażenie takiego mile puszystego. 🙂 Teraz ściekała po nim woda i kropelki ozdabiały go w piękny sposób.

Brak turystów i kramów dawał większe możliwości dostrzeżenia szczegółów. W nagłówku jest fragment ściany jednej z chat. Chociaż wnętrza były niedostępne, to przy jednej z nich znalazłam półkę z naczyniami.

Za półką okiennica. Chyba. 🙂 Wcześniej jej nie zauważyłam. 🙂

W innej chacie z kolei coś, co chyba zastępowało dzisiejszą szybę. Tym razem nie było kogo się spytać. :)))

Obok chat znajdowałam różne sprzęty.

Mały ogródek, latem pełen zielono-błękitnego lnu, teraz były bury, przysypany śniegiem i wyraźnie śpiący. 🙂

Oglądając wszystko spokojnie od góry do dołu, obejrzałam ozdoby, znajdujące się nad drzwiami. 🙂

Pałętałam się swobodnie po całej wiosce, zaglądając gdzie się da. Mogłam sobie wszystko dotknąć i obejrzeć. Byłam tu już kolejny raz, a ciągle zauważałam coś nowego. Niby to już znałam, ale ciągle mi było mało. Jak przyjemny był dotyk drewna! Kiedy podchodziłam do chaty, czułam wyraźnie, jak robiło się… cieplej. Ale to pewno takie moje wrażenia. 🙂
A teraz mała przerwa i reszta w drugim wpisie. :)))

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna

14 uwag do wpisu “Zimowy Wolin cz. 1

  1. Piękne miejsce. Zaraz poczytam wcześniejszy post, bo jestem ciekawa, gdzie to jest. My w Lublinie mamy Skansen, rzadko tam bywam, ale bardzo lubię to miejsce. Niestety ciągle czasu brak:)

    Polubienie

    • Zajrzyj też na stronę Wolina. Odnośnik jest po lewej stronie. Tam są wspaniałe zdjęcia z festiwali i możliwość wirtualnego „spaceru” po wiosce.
      Dla mnie to miejsce jedyne w swoim rodzaju, które ma „to coś”. Byłam w różnych tego typu miejscach – każde ma swój specyficzny klimat, choć dotyczą tej samej epoki. 🙂
      No i jeszcze Wola Jabłońska – u mnie jest opisana we wpisach z maja 2014 (zobacz też odnośnik: Jantar – to nazwa drużyny, aktualności są na FB).
      Marzę jeszcze o Trzcinicy, którą znam tylko z filmu i opisów, ale też mam daleko. 🙂

      Polubienie

  2. Takie miejsca najlepiej można obejrzeć właśnie wtedy, kiedy są puste. Dostrzega się to, co umknęło w tłumie. Kilka zabytków obejrzałam w obu wersjach i nie muszę chyba mówić, którą wybieram. 🙂

    Polubienie

    • Gdy nie ma turystów można o wiele więcej zobaczyć. I spokojnie nacieszyć się ukochanym miejscem. 🙂
      Ale obecność odtwórców mile widziana. 🙂

      Polubienie

  3. Drewno w słoneczny dzień w rzeczy samej absorbuje i zatrzymuje ciepło, by je oddawać powoli nocą (podobnie jak woda w morzu). Co się tyczy tych pseudoszyb i inszych ozdobności, to bym to więcej kładł na wyobraźnię rekonstruktorów, bo przecie żadna nam się chata nie zachowała w takiej całości, byśmy mieć o tem mogli prawdziwego pojęcia…:)
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

    • Bardzo lubię drewno. 🙂
      Cóż, z tamtych czasów mamy tylko okruchy, resztę musimy sami dopowiedzieć. Tak jak nie znamy dawnych melodii, a tylko dźwięk znalezionego instrumentu odtworzyć umiemy.
      Nie tylko odtwarzamy, ale i tworzymy. Nie jestem historykiem, archeologiem, etnologiem. Nie jestem odtwórcą. Ale tkając krajkę na tabliczkach czy bardku czuję jakiś związek z tamtymi ludźmi sprzed wieków. Doceniam wyobraźnię i fantazję, próbę odnalezienia tego, co odeszło w mrok niepamięci. Nie myślę o poprawności i zgodności z faktami. Bo wiem, że to niemożliwe. Nie mamy takich bogatych zapisków i zbiorów jak Egipcjanie. Mamy bardzo mało. Ale chcemy pamiętać o tamtej naszej historii, którą zawsze traktowano po macoszemu i odpychano, uznając, że przed Mieszkiem I była tylko dzicz biegająca po puszczy, jakieś prymitywne ludy. A do znalezionych okruchów odtwórcy dodają własny talent, pasję i serce. I za to tak bardzo ich cenię.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

  4. Bardzo dobrze, że podzieliłaś na części tę swoją wycieczkę. Więcej sobie poczytam Twoich pięknych wspomnień i tych zdjęć wspaniałych pooglądam.
    Serdeczności dla Ciebie:-)

    Polubienie

    • Jak zaczynam pisać o moich ulubionych miejscach, to zawsze się tyle tego nazbiera, że muszę dzielić. A i tak pewno coś bym jeszcze dopisała. 🙂
      Serdeczności 🙂

      Polubienie

  5. Masz rację, drewno daje uczucie ciepła, nawet kiedy w mróz dotkniesz suchej ściany, jest cieplejsza; pewnie dlatego to taki przyjazny materiał do budowy domów; cudowne detale, zaciosy, trzcina na dachu, a sam Światowid dostojny, gdzie tam mojemu do niego; no i te gliniaki … mam słabość do glinianych naczyń; pozdrawiam.

    Polubienie

    • Bardzo lubię drewno. I gliniane naczynia również. 🙂 Pamiętam jak w Ogrodzieńcu po raz pierwszy zobaczyłam kram garncarza. Ależ cudeńka! Z różnych czasów, pięknie zdobione. Muszę sobie jeszcze jakieś kupić. 🙂
      Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s