W Wolinie cz. 2

Zatem wędrujemy dalej. Jak na razie na moich zdjęciach coś mało ludzi. Będą. Tłumy. :))) Nie mogłam się powstrzymać od robienia zdjęć dzieciom. Są tak urocze w strojach z epoki. 🙂

W pewnym momencie zauważyłam chłopca, którego twarz wydała mi się znajoma. Nie chciałam tak nachalnie robić zdjęcia. Zrobiłam tylko jedno, tak z boku i z daleka. Ale przechodząc, przyjrzałam się. I wreszcie mi się przypomniało. 🙂 Nie mam stuprocentowej pewności, ale chyba to on grał małego Mieszka w dniu postrzyżyn. 🙂 Chodzi oczywiście o ostatni film Zdzisława Cozaca „Ukryte gniazdo dynastii”. Reżyser też oczywiście był. Mam cichą nadzieję, że będzie kolejne dzieło z serii Tajemnice początków Polski. 🙂
Ludzie, potrzebne im narzędzia i sprzęty. Nie można jednak zapominać, że są tam również zwierzęta. Jeden koń, który służy do wróżenia przed bitwą. Hm… jakoś to dziwnie zabrzmiało, ale tak jest. 🙂 A w tym roku były też owce. Takie puchate, aż ręce świerzbią żeby je pogłaskać. Dzieci widzą w nich pluszaki-przytulanki, ja – dużo wełny do przędzenia i tkania… :)))

Ale przytulanka też się znalazła. Chociaż to był inny kot, niż ten, który w lutym mnie chapnął, to ograniczyłam się do zrobienia zdjęć z rozsądnej odległości. :)))

Tyle tam rzeczy, tyle zawsze chcę zobaczyć, dowiedzieć się, nauczyć. Coś sobie zaplanuję, a potem znajduję coś nowego. 🙂 Tym razem plan wykonałam w dość dużym procencie. :)))
Otóż część wiązała się oczywiście z… książkami. Wiadomo, że kocham czytać. Ostatnio znowu kupuję książki tematycznie związane z ulubioną epoką. Teraz, oprócz beletrystyki, dopadłam trzy świetne: dwie dla mnie, jedną dla syna. 🙂 Z ambitnymi planami zdobycia autografów autorów. To, jak wiecie, moje kolejne dziwactwo. 🙂
Pierwsza to „Kuchnia Słowian”. Autorzy: Hanna Lis i Paweł Lis. Jak dla mnie rewelacyjna rzecz o dawnych potrawach, przedmiotach używanych do przyrządzania potraw, o badaniach, odkryciach, eksperymentach, odtwarzaniu, rekonstrukcji itp. Okraszona pięknymi zdjęciami i przepisami. Z uwzględnieniem współczesności, bo przecież nie rozpalę sobie w kuchni ogniska… :))) Tutaj mi się nie udało spotkać Autorów. Mieli być dopiero w sobotę, a ja byłam na festiwalu tylko w piątek.
Kolejne książki to „Mieczem pisane. Odtwórcologia” oraz „Borek i Bogowie Słowian” autorstwa Igora Górewicza. Pierwsza o drużynach, Wolinie, festiwalach, odtwórcach. Druga o chłopcu, który przeniósł się w czasie i poznaje słowiańskich Bogów. Pierwowzorem głównego bohatera jest Czcibor (Borek) – syn pana Górewicza. Miałam ze sobą tylko pierwszą książkę i chciałam potem kupić synkowi tę drugą w internecie. Ale wyszło fajniej. 🙂 Wiedziałam, że w czasie festiwalu pan Górewicz będzie na pewno. Po bitwie zaczęłam go szukać. Z lekką paniką w oczach, bo ludzi mnóstwo. :))) Ale już wcześniej znalazłam miejsca, przy których były znajome tarcze i postanowiłam tam szukać. I udało się! Mało tego, znalazłam również kram wydawnictwa Triglav. Toteż najpierw dostałam dedykację na mojej książce, a potem kupiłam tę drugą dla syna i wysłałam go po autograf. 🙂 Dziecię odważnie poszło. Radość wielka i Autor bardzo sympatyczny. :)))
Ponieważ byliśmy tam także przed festiwalem, w poniedziałek i w środę, to udało się sporo zobaczyć. Mąż z dziećmi popłynął sobie łodzią. Ja tym razem robiłam za fotografa z lądu. 🙂
Weszliśmy na wieżę nad bramą. Obejrzeliśmy nowości, porozmawialiśmy, popytaliśmy.
W czasie festiwalu obowiązkowym punktem była wielka bitwa.

A w tym roku doszła bitwa morska z atakiem chąśników (piratów) i obroną wybrzeża.

Synka nieco rozpraszały latające wszędzie kormorany, które siadały w najrozmaitszych miejscach. 🙂

W tłumie widziałam znajome twarze. Wiele osób jeździ niemal na wszystkie festiwale. Zaczynamy ich poznawać. Znam już parę nazwisk, nazw kramów, drużyn. Zbieram wizytówki, adresy internetowe. Ciągle się czegoś uczę. I za każdym razem znajduję coś ciekawego.
Wolin, ukochany Wolin. Cudowne miejsce, wspaniali ludzie. Gdzie przeplatają się epoki, miesza się „wczoraj” i „dziś”. Miejsce niezwykłe, niezapomniane…
Wolin… Znowu tęsknię…

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna

10 uwag do wpisu “W Wolinie cz. 2

  1. Fajne zdjęcia i ten maluch na wózeczku.
    Dobrze, że nie przytulałaś się do owieczki, ich wełna jest miła w dotyku ale tłusta. Gratuluję udanego polowania na autografy, też lubię mieć, ale z reguły są kolejki.

    Polubienie

    • Maluch jest miodzio. 🙂
      Owieczki miały miny, które zniechęcały do głaskania. :)))
      Cud, że w tym tłumie udało mi się znaleźć Autora. Tu jest na zdjęciu z bitwy – ten cieszący się ze zwycięstwa. 🙂
      A kolejki nie było. 🙂

      Polubienie

  2. Ja mogę tylko bardzo żałować, że to tak daleko. Tego typu wydarzenia to moje klimaty. Nie tylko zamiłowanie do epoki jednej konkretnej ile do epok, których sobie nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić.

    Polubienie

  3. Wiem, że to nie to samo ale robię sobie czasem na skraju, takie dni bez mediów. Nie włączam prądu ani wody, gotuję na ognisku z najprostszych produktów, noszę wodę z Tarlaki, zapalam świece. I czytam książki o trudnym życiu na Syberii, Alasce, Tybecie. Takie siermiężne ale dostatnie życie z wyboru – bezcenne.
    Pozdrawiam Woja w Tobie Grażko

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s