Biskupińskie widoczki

To druga część związana z warsztatami tkackimi, albowiem nie samym tkaniem człowiek żyje.:))) Choćby jeść czasem potrzeba.:) To spowodowało zainteresowanie nowym budynkiem – restauracją. Obsługa miła, jedzenie smaczne, ceny zjadliwe.:)

e6fa4eb4a5ba3661gen

Obok, za ogrodzeniem, stały ciekawe sprzęty. Jeden przypominał łódź wikińską, drugi parowóz, a trzeci był taki, jak zwykle te sprzęty bywają.:))) Na razie cieszyły tylko oko. Nie wiem, czy to eksponaty, czy w czasie sezonu są jednak używane.:)

9c09e563d6df15b2gen

4bf4970fc76f5c7dgen

dc3d5be2153e3b74gen

Wczesna pora rozpoczynania zajęć i późna ich kończenia, sprzyjała spacerom po niemal pustych ścieżkach. Turystów było mało, teren duży, dało się uniknąć ludzi w kadrze.:) Można było sobie obejrzeć pustą „poczekalnię” koło przystani, wioskę wczesnopiastowską, w której pojawiły się sprzęty, których ostatnio nie widziałam. Zawsze coś ciekawego się trafi.:)

a7ed2c6b83fd38a0gen

0eeef8888df6e79bgen

17d628b6ed5ac415gen

09feaa1795eccc07gen

1e16c102a4d0fefegen

Brak ludzi był świetną okazją do zaobserwowania mieszkających tam zwierzaków. Oczywiście nie obyło się bez wszędobylskich królików. Przed aparat wbiegła mi także zięba (ten zięba:), pliszka, trznadel (chyba, bo szybko biegł). Po drzewie skakał kowalik, a na tafli jeziora dostojnie kołysał się łabędź. Trzciniak był niewidoczny, ale głos miał donośny, szkoda, że nie umiem tego nagrywać. W wiosce na chwilę przykucnął nerwowy motyl – południca (rusałka) osetnik.

b13983db4a07b700gen

29bc1ccff6d091degen

2a7bd172192b80f4gen

b1ffe5b676c44f45gen

2ab09cd3e9ce4913gen

2503e7092fae83aegen

fff94da5ad642be7gen

Przy okazji zajrzeliśmy do muzeum. Tym razem wystawa dotyczyła dawnych Słowian – opisywane były budowle, sprzęty, odzież, broń itp. Tyle że dość nietypowo: ilustrowane to było… fragmentami komiksów o Kajku i Kokoszu.:))) Dodatkowo były wyłożone różne tomy, można było sobie usiąść i poczytać.

3e414f57048d6309gen

Jedyne, czego mi tam może nieco brakowało – to czas.:))) Ciągle go mało. Tam by trzeba było być co najmniej tydzień, żeby wszystko spokojnie, bez pośpiechu obejrzeć i żeby sobie, tak po prostu, pochodzić. Usiąść na ławce, popatrzeć na jezioro, posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na skubiące trawę króliki. No i oczywiście prząść i tkać. No ale mogę sobie tylko pomarzyć… Podczas festynu jest tłum ludzi, gwar, zamieszanie, chaos i hałas. To ma swój urok, są wtedy kramy pełne pokus, rekonstruktorzy, piękne stroje, broń itd. Ale coraz bardziej cenię ten cichy Biskupin, kiedy można spokojnie powędrować… w czasie i napawać się niezwykłą atmosferą tego miejsca.

6b2953e19e13a74cgen

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna