Styczeń sobie drepcze

Za oknem coś w rodzaju zimy. Czyli szaro, nieciekawie, buro, ponuro i paskudnie. Jakieś coś białe, ale nie wiem czy to szron, czy jakiś drobny śnieżek. Nie mam zamiaru oglądać z bliska.:))) Najlepsze są teraz rzeczy na „k”: kanapa, kocyk, kot, kakao, kawa z kardamonem, książki, kominek, komputer, kolejna robótka.:))) Chociaż komputer to też strefa obowiązków, bo opłaty, zajęcia online, kontakt z nauczycielami dzieci i tego typu rzeczy. No ale nie da się, żeby były same przyjemności, niestety. Rok zaczyna się rozpędzać. Na razie w miarę powoli, potem będzie coraz prędzej. Na razie dzieci czekają na ferie. To znaczy głównie jedno dziecko. Drugie ewidentnie woli szkołę, internat, koleżanki i różnorodność zajęć, jakie jej szkoła zapewnia. Na informację, że będzie długi weekend, bo będzie święto Trzech Króli, usłyszałam zawiedziony głos: „Znowu święto?!”:))) W przypadku drugiego dziecka jest radosne: „To nie nastawiam budzika!” W sumie ja też nie lubię budzika.:)

Postanowień noworocznych nie robię. Nawet o takim zwyczaju dowiedziałam się zupełnie niedawno.:) Ja nie lubię nawet niczego planować. Bo wiem, że jak coś zaplanuję, to wychodzi zupełnie inaczej. Zawsze tak było. Jedyne co, to wizyty kontrolne u lekarzy, bo to zawsze zapisuje się z dużym wyprzedzeniem.:) Ostatnio odważyłam się na inwestycję w paznokcie, które dotąd były moją zmorą i porażką. Teraz oddane w ręce przesympatycznej kosmetyczki wyglądają świetnie. No i mogę trochę sobie poszaleć z moimi ukochanymi kolorami.:)))

To tak na razie jest spokojnie, cicho. Z KGW dokończyłyśmy jedną z akcji charytatywnych, zaczyna się planowanie imprez. Ciekawe, jaki będzie ten rok…:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Jest i grudzień

Na razie trochę zdjęć moich dzieł rozmaitych. A co, pochwalę się.:)) Wieniec adwentowy, różne bombki i stroiki z roślin tworzymy na zajęciach z florystyki. Dzieła z włóczek i sznurków, tudzież dwie choinki typu „bombki w ramce” to mój wkład w świąteczny kiermasz parafialny.:) Ponieważ to dosyć czasochłonne zajęcia (plus nauka do egzaminów), to większość czasu przy komputerze spędzałam na oglądaniu najrozmaitszych tutoriali i uczeniu się. Teraz jeszcze przygotowanie paczek do Niegowa i mogę pomyśleć o świętach. Z jednym dzieckiem na zdalnym nauczaniu… Wrrr… Chociaż od ubiegłego roku święta już zupełnie straciły dla mnie wszelki urok. Robię je dla dzieci. Najchętniej bym po prostu pobyczyła się z książką, robótką, bez słowa: „muszę”, którego tak nie lubię… Ale cóż, tradycja…

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Listopad rączo mknie…

No nie lubię listopada. Jedyne co w nim miłe, to urodziny mojej Córci. Moje, co prawda, też, ale nie przepadam… Trochę się uciszyło z imprezami pod egidą KGW. Chociaż nie do końca. Teraz jest hand madowo, bo trzeba porobić jakieś cośki świąteczne, ozdoby na świąteczny kiermasz. Do tego moje studia florystyczne (dwa semestry w trybie zaocznym) nabierają rozpędu. Bardzo fajna grupa, miło się pracuje, niezły przegląd wiekowy i zawodowy.:) Na wykładowców też nie narzekamy.:))) Co prawda zmusiło mnie to do założenia konta na FB. Serio. Ale jakoś daję radę. Tylko dużo tego trochę…

No to tak żeby jeszcze jakieś zdjęcia, to: kompozycja, wazon dla KGW, bransoletka na rękę ze sztucznych kwiatów i bombki z takiej brokatowej pianki pt. Gryffindor i Slytherin.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

To już październik?! Serio?!

No kurczę blade, jak to zleciało! Kalendarz miałam na wrzesień tak zapisany, że miejsca zaczęło brakować. Się działo. Udało mi się sprzedać dom rodziców. Końcówka była mocno nerwowa, ale pani notariusz bardzo miła, panowie z agencji sprzedaży nieruchomości bardzo pomogli i dało radę.

Blog zakurzony, do znajomych to tylko zaglądam, mało komentarzy zostawiam.

Do tego początek roku szkolnego, KGW się bardzo uaktywniło, impreza za imprezą z dożynkami włącznie. Ufff… Obiecałam, że pokażę wieniec dożynkowy. Miał dwie wersje, bo po pierwszych dożynkach trzeba było go trochę odświeżyć, wymienić elementy z żywych liści itp.

Jesień się rozwija. Na razie jeszcze jest ładnie, chociaż coraz zimniej. Udało się złapać prawdopodobnie pierwiosnka. Jakieś gęsi odlatywały.

Koło Miejskiego Centrum Kultury jest wypaśny domek dla owadów. Bardzo mi się podoba.

W ogródku coraz puściej, kolory jesiennieją, udało mi się zrobić parę zdjęć z drogi o poranku. Szkoda, że owoce ligustru są szkodliwe, bo w tym roku obrodził.:) Zdjęcie topinamburu prymitywnie „oczyściłam”, bo jakieś śmieci mi nawiało na obiektyw, co zauważyłam dopiero przy oglądaniu ich w komputerze.:) Zawsze mi się podobało dzikie wino. Próbowałam je u nas posadzić i nie udało się. Aż pewnego razu się pojawiło i rośnie pięknie.:)

Zawsze z nim kojarzy mi się piosenka śpiewana przez Marka Grechutę.

Droga mglista, oszroniona. Rano jadę pod słońce, jak wracam, to już nawet da się patrzeć.

No i robi się coraz zimniej, puściej, ciszej… Ja coraz bardziej mam ochotę jak kot zwinąć się w kłębek, w ciepełku i spać.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna