No i już czerwiec

Mam dziwne wrażenie, że znowu coś się zmieniło w ustawieniach, albo ja coś wcisnęłam, bo wpisywanie nowego postu jakoś inaczej wygląda. Cóż, nie nadążam…

Natomiast przerwy między akapitami nadal są duże. Trudno. Czas, jak wiadomo – płynie. Znika jaskrawość rzepakowa. Wszystko pokrywa się jednolitą zielenią. Co chwila coś nowego zakwita i przekwita. Borówki, rabarbar. Pierwszy raz widziałam kwitnący rabarbar. Na naszym był jakiś żuczek (chrząszcz, jeszcze nie zidentyfikowałam) i dwa pająki. Jeden myknął, drugi był wielki i… ciekawy, bo biały.:) Jeśli chodzi o zapach kwiecia, to nie polecam. Wręcz odradzam wąchanie, no ale jeśli ktoś jest ciekawy…:)))

Plączą nam się po podwórku gołębie. A to siedzą na słupie, a to na akacji, którą traktują jako drzewo toaletowe.:) Do tego kot nastudzienny i niesamowite chmury. Mało teraz wychodzę, bo nie mam gdzie. Okolica obcykana, a w mieście to przeważnie trasa parking – sklep – parking. Nic ciekawego. Dzieciaki rosną, niedługo koniec roku i wakacje, a budzik wyłączamy. Przed nami jeszcze seria szczepień: my drugą serię, dzieciaki pierwszą, bo Juniora też już będzie można zapisać.

W tym roku znowu nie ma festiwali, festynów i tego typu rzeczy. Nie ma warsztatów tkackich, posucha straszliwa. Ten wirus jest za mały, żeby go złapać i natrzaskać po ryju, ale chyba każdy by miał ochotę…:) Brakuje spotkań, rozmów, podróży. Mam wrażenie, że wszystko jest jakby zatopione w kisielu, niemrawe takie. Błeee… Oby to w końcu minęło i wróciła normalność, choć zbyt wiele się zmieniło…

Tak mi jakoś wychodzi jeden wpis na miesiąc, ale cóż posucha wielka, nie za bardzo jest o czym pisać, zdjęć robię mało. Ot, czasy takie.

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Majowo

Maj się zaczął, wiosna trwa. Ale, na razie, to taka wiosna pełzająca. Tulipany i szafirki – owszem w pełni kwitnienia. Magnolie szaleją. Wiśnie i tarniny – dopiero zaczynają. Liście – mizerne, lasy – ta wiosenna, zielona mgiełka jeszcze ledwo zauważalna. Niedziela akurat słoneczna i ciepła, ale w nocy tylko 3 stopnie. Ciekawe, co będzie, gdy będą tzw. ogrodnicy… Trudno jest robić zdjęcia kwiatkom, bo moja psica się wpycha z paszczą.:)))

Udało mi się dopaść trochę ptaszysków. Wrzeszczącego kosa, nabzdyczonego grzywacza, muchołówkę żałobną i parę pokrzewek czarnołbistych. Czarną główkę ma samiec, samica jest ewidentnie ryża.:) Synek się wybrał na przejażdżkę rowerową i zobaczył w lesie… pawia. Zrobił zdjęcie, ale mało wyraźne.

Mówiąc szczerze, to nie za bardzo chce mi się pisać. Ograniczam się do zaglądania na znajome blogi, ale już komentarze to jakoś nie bardzo. Przesilenie wiosenne cy cóś… To tak tylko daję znać, że się jeszcze gdzieś tu pałętam. No i założyłam sobie konto na Instagramie.:))) Ale na FB na razie nie dam się namówić.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Kwietniowa przeplatanka

Kwiecień plecień. Bardzo dosłownie. Śnieg, słońce, deszcz, słońce, śnieg, słońce, wietrzysko plus słońce. Wszystkiego po trochu, czasem nawet w ciągu jednego dnia. W kamerkach widzę, że bociany są. Nie wszystkie, ale już są. Wreszcie widziałam kwitnący podbiał, czyli nadzieja na koniec zimy już większa. Pojawiły się pierwsze, delikatne tulipanki, cebulica (przepięknie błękitna), fiołki w całej krasie. Nawet forsycja wypuszcza nieśmiało pączki. Kocurzyca albo biega po dworze, albo okupuje piec, który jeszcze ciągle grzeje. Mnie dopadły tzw. korzonki i przez parę dni moja aktywność była niewielka. Ale idzie ku dobremu.:) Niech ta pogoda się jakoś określi, to może będzie lepiej.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Wiosenna… kwarantanna

Wiosna. Spadł pierwszy, wiosenny śnieg… O poranku bywa mglisto, a sójki mają to wszystko gdzieś.

Najpierw było w ogródku pięknie.

A potem wreszcie przyszła wiosna.

W domu nowa covidowa paranoja czyli wiosenna kwarantanna. Synek się uczy zdalnie, ale córka uczęszczała na zajęcia normalnie, bo jej podstawówka jest w SOSW. No cóż, okazało się, że w internacie ktoś okazał się pozytywny i dziecko odesłali do domu na kwarantannę. Kwarantanna obejmuje… tylko ją. Mamy ją obserwować. W sumie możemy sobie wszyscy jechać np. do miasta lub na spacer do lasu, bo kwarantanna obejmuje tylko niepełnosprawne dziecko i ono musi siedzieć w domu. Według nich, może nawet siedzieć samo. Kolejna bzdura. W takim przypadku przecież musi mieć zapewnioną opiekę osoby dorosłej. U nas nie ma właściwie problemu, bo ja nie pracuję, ale jeśli takie coś spotka pracujących rodziców (którzy nie pracują zdalnie), to co, mają brać urlop, opiekę nad dzieckiem (ustawowo są to dwa dni), zwolnienie? Nie wiem, czy jest na to jakieś rozwiązanie. Na razie żadnych testów, tylko obserwacja. Ciekawe czy przyjedzie policja…

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna

Kapryśny marzec

Wróble drą dzioby na całego. Kosy śpiewają, szpaki skwirzą, żurawie trąbią. Zaczyna się typowy przedwiosenny hałas. Przebiśniegi i leszczyna to już właściwie przekwitają, pchają się krokusy. Śnieg raz jest, a raz go nie ma. Jak było więcej, to nawet udało się zobaczyć takie zwierzaki:

A takie puszyste stworki dożerają resztki orzechów.

Ze zdjęciami z drogi teraz trudniej, bo jeżdżę tą główną. Na objazd nie mam odwagi się zapuszczać. Nie mam terenówki, ani traktora, żeby po polu jeździć. Ale jednak czasem zdarzy się okazja, to coś tam cyknę. Najczęściej, gdy udaje mi się być pasażerem.:) Ostatnio widywałam piękne wschody słońca, dziwny zachód, kiedy słońce zniknęło, a została taka jakaś jasność. No i mgła. Była jeszcze porządniejsza, ale wtedy akurat byłam kierowcą i usiłowałam się zorientować, czy jeszcze jestem na swoim pasie jezdni, to zdjęć nie robiłam.:)

Ostatnio mam duuuużo zajęć. Postanowiłam sprzedać dom po mamie. Toteż sprzątam, przeglądam pamiątki, dokumenty, zdjęcia i różne takie. A jest tego mnóstwo. Są rzeczy jeszcze mojego dziadka. Zdjęcia pradziadka z rodziną. Zdjęcia tradycyjne, slajdy, negatywy. I jedno na płytce z kości słoniowej. Nie wiem kto jest na tym zdjęciu, ale i tak mi się podoba.:) Zrobiłam też zdjęcie pod światło, żeby było widać, jak prześwituje przez płytkę.

A wśród wielu rzeczy jest między innymi żelazko z duszą.:)

Może dla wielu osób to nie są istotne rzeczy, ale dla mnie skarby.:))) Największą radością było odkrycie pudełka, w którym sporo zdjęć miało podpisy. To fascynujące w pewien sposób poznać rodzinę. Tych osób ze zdjęć już nie było, kiedy ja się urodziłam. Teraz znam ich imiona, przypominają mi się opowiadania mamy, taty, ciotek. Niesamowita podróż w czasie. Chociaż momentami dość trudna emocjonalnie, bo ich już nie ma… Dlatego tutaj rzadko zaglądam, mam jeszcze przed sobą bardzo dużo pracy, choćby zrobić katalog książek, które złożone w stosy zajmują pół sporego pokoju. Ale kiedyś się przecież z tym uporam.:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Grażyna