Listopadowo

No i dopadła. Ta listopadowa, w najpaskudniejszej postaci. Może nie jest jeszcze tak zimno, ale jest porywisty wiatr i leje. Drżące gałązki brzozy wymazują z pamięci słoneczne dni. Wycie wiatru zagłusza wspomnienia lata. Zostaje pustka i beznadzieja ołowianych chmur, gnanych po niebie szalonym wiatrem.
Ciepły krąg światła lampy, płomienie kominka… To już czasem nie wystarcza… Na duszę spływa mrok, serce ściska się boleśnie, wracają wszelkie smutki, przykre wydarzenia, tęsknota…

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Potrzeba ciepła, serca, serdecznych myśli

Wprawdzie do świąt jeszcze daleko, ale przecież trzeba się do nich przygotować. 🙂 I tak jak myślimy o naszych bliskich – pomyślmy też o tych, którzy ich nie mają…
Oczywiście – kolejna Robótka. :)))
Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, szczegóły są tutaj.

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna

. . .

Usłyszałam to dziś rano w Trójce i nie daje mi spokoju. Przerażająco trafny komentarz. Wciąż aktualny… Bezradność i lęk, że tego już nie da się zatrzymać…

Spójrzcie, jaka wciąż sprawna,
jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody,
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny,
które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje.

Religia nie religia –
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna –
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia –
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą?
Porywa tylko ona, które swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ile dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piękno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
miedzy łoskotem a ciszą,
miedzy czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.

„Nienawiść” Wisława Szymborska

Szepty jesiennych liści

Ostatnie resztki jesiennego złota. Trzymają się jeszcze brzozy. Z innych niemal zupełnie opadły liście. Jest trochę na wiśniach. Ciekawe, ale na akacjach były ciągle zielone i takie spadały.

Na razie są piękne, słoneczne i ciepłe dni. Jakby czas się zatrzymał… Nic bardziej złudnego. On ciągle płynie. Cicho i podstępnie. Jak liście z drzew, tak z kalendarza opadają kartki. Z cichym szelestem, nieuchronnie i ostatecznie. Z księżyca już została połowa. A potem… Wszystko od początku. Będą nowe liście, nowy kalendarz, pełen kartek, księżyc się zaokrągli i błyśnie pełnia. Czas się toczy. Kołem. Wszystko się odnawia. Tylko życie człowieka ma czas liniowy. Chwile są niepowtarzalne, odpływają na zawsze… I potem pojawia się żal tego, co minęło. Tęsknota za tymi, którzy odeszli… Ten listopadowy smutek, zaduma, wspominanie…

Z reguły nie robię zdjęć na cmentarzu. Chyba że coś komuś chcę potem pokazać. Ale mój aparat nie jest najlepszy do takich zdjęć. W tym roku jednak nie wytrzymałam i sięgnęłam po niego. No cóż, to była dosyć nietypowa „dekoracja”… W dodatku jakoś dziwnie na mnie patrzyła… 🙂

Listopad. Ledwie się zaczął, już liście opadły. Pusto się zrobiło. Rano jest już srebrno od szronu. Pora na czapki, szaliki, rękawiczki. Coraz trudniej rano wstawać, wyłazić spod ciepłej kołdry i wychodzić na to zimno na dworze. Na polach pojawiają się już sarny. Czasem bażant dumnie spaceruje, pyszniąc się błyszczącymi piórami.
Jesień. Do niektórych idzie przez park, do mnie sunie polem. Suknię ma w kolorze porannych pól: brunatno-zielono-srebrzystą. Płaszcz z liści we wszystkich odcieniach żółci, czerwieni, oranżu i brązu. Na głowie zamotany woal z mgły. Korale, bransoletki i kolczyki z owoców dzikiej róży, głogu, tarniny i jarzębiny. Sunie cicho, zamyślona, pełna melancholii, choć czasem błyśnie delikatny uśmiech. Jesień…

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna