Szepty jesiennych liści

Ostatnie resztki jesiennego złota. Trzymają się jeszcze brzozy. Z innych niemal zupełnie opadły liście. Jest trochę na wiśniach. Ciekawe, ale na akacjach były ciągle zielone i takie spadały.

Na razie są piękne, słoneczne i ciepłe dni. Jakby czas się zatrzymał… Nic bardziej złudnego. On ciągle płynie. Cicho i podstępnie. Jak liście z drzew, tak z kalendarza opadają kartki. Z cichym szelestem, nieuchronnie i ostatecznie. Z księżyca już została połowa. A potem… Wszystko od początku. Będą nowe liście, nowy kalendarz, pełen kartek, księżyc się zaokrągli i błyśnie pełnia. Czas się toczy. Kołem. Wszystko się odnawia. Tylko życie człowieka ma czas liniowy. Chwile są niepowtarzalne, odpływają na zawsze… I potem pojawia się żal tego, co minęło. Tęsknota za tymi, którzy odeszli… Ten listopadowy smutek, zaduma, wspominanie…

Z reguły nie robię zdjęć na cmentarzu. Chyba że coś komuś chcę potem pokazać. Ale mój aparat nie jest najlepszy do takich zdjęć. W tym roku jednak nie wytrzymałam i sięgnęłam po niego. No cóż, to była dosyć nietypowa „dekoracja”… W dodatku jakoś dziwnie na mnie patrzyła… 🙂

Listopad. Ledwie się zaczął, już liście opadły. Pusto się zrobiło. Rano jest już srebrno od szronu. Pora na czapki, szaliki, rękawiczki. Coraz trudniej rano wstawać, wyłazić spod ciepłej kołdry i wychodzić na to zimno na dworze. Na polach pojawiają się już sarny. Czasem bażant dumnie spaceruje, pyszniąc się błyszczącymi piórami.
Jesień. Do niektórych idzie przez park, do mnie sunie polem. Suknię ma w kolorze porannych pól: brunatno-zielono-srebrzystą. Płaszcz z liści we wszystkich odcieniach żółci, czerwieni, oranżu i brązu. Na głowie zamotany woal z mgły. Korale, bransoletki i kolczyki z owoców dzikiej róży, głogu, tarniny i jarzębiny. Sunie cicho, zamyślona, pełna melancholii, choć czasem błyśnie delikatny uśmiech. Jesień…

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna