No i dopadła. Ta listopadowa, w najpaskudniejszej postaci. Może nie jest jeszcze tak zimno, ale jest porywisty wiatr i leje. Drżące gałązki brzozy wymazują z pamięci słoneczne dni. Wycie wiatru zagłusza wspomnienia lata. Zostaje pustka i beznadzieja ołowianych chmur, gnanych po niebie szalonym wiatrem.
Ciepły krąg światła lampy, płomienie kominka… To już czasem nie wystarcza… Na duszę spływa mrok, serce ściska się boleśnie, wracają wszelkie smutki, przykre wydarzenia, tęsknota…

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna