Zima przyszła

No proszę. Mamy styczeń i pojawiła się zima. Taka prawdziwa ze śniegiem, mrozem, karmnikiem, bałwankami itp. Dzieci wreszcie szczęśliwe, dorwały się do tego białego, zimnego paskudztwa.
Krajobrazy są takie stonowane, czarno-białe. Trochę szarego, beżowego, czasem gdzieś prześwituje zieleń iglaków.

Kwiatków już nie widać. Zostały tylko jakieś naturalne suche bukiety.

Dobrze że mąż wcześniej zamontował karmnik, bo teraz ziemia zamarznięta na kość. A w karmniku oczywiście widoczki klasyczne. Wróble, mazurki, sikory i inne takie. Do klasyki należy milusia modraszka.

Bogatka siedząca na słoninie to też klasyka gatunku. 🙂

Ale pojawił się dzisiaj obrazek dość zaskakujący. No może zaskakujący dla mnie, bo ja widziałam te fanaberie po raz pierwszy. Otóż stałymi gośćmi są wróble i mazurki. Ale głównie buszują w ziarnach. Tymczasem dzisiaj jeden mazurek dobierał się do słoniny. Najpierw zaczął subtelnie, stając „na paluszkach” i skubiąc od dołu. Zwłaszcza że na górze siedziała sikora.

A potem, skubaniec, poszedł na całość i wskoczył na górę. No pogięło ptaka! :)))

Ponieważ słonina znika zaskakująco szybko, to myślałam, że przyczyną jest wzmożony ruch sikorkowo-mazurkowy. Ale okazało się, że przyczyna jest inna. I wygląda tak:

Na razie innych nie widuję. Natomiast jeszcze przed śniegami miałam okazję zobaczyć dwa obrazy, też klasyczne, ale już nie tak atrakcyjne. Choć zawierały w sobie jednak swoiste piękno. Tylko w jednym przypadku nie miałam aparatu, a w drugim w rękach trzymałam akurat kierownicę.
Pierwszy to krogulec. Widziałam go w mieście, w ogrodzie mojej mamy. Przyleciał z jedzeniem. Już mocno napoczętym…
Drugi widziałam na polu. To chyba była kiedyś sarna, a na niej dwa kruki. Taki rodzaj przeraźliwego piękna.
A teraz na razie jest biało. Stwierdziłam, że trzeba zrobić zdjęcia, bo nie wiadomo, jak długo to potrwa. I jak często się będzie pojawiać…:)

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna