I znowu wiosna…

No cóż, jakoś nie zabrzmiało to radośnie… Chyba dopadło mnie przesilenie wiosenne. Pogody wredne, jakaś taka niepozbierana jestem, wszystko mi z rąk leci, ciągle o czymś zapominam, chętnie dłużej bym spała. Rano jeszcze zimno, przymrozki, trzeba zakładać stertę ciuchów. Tego też mam już dosyć. Mam ciągle dysfunkcję systemu motywacyjnego (to urocze określenie znalazłam u Caffe). A tu święta blisko, mnie coś znowu bierze, przy 38,6 nie chce mi się myć okien. Takie dno i pół metra mułu… Yyyyy…
Karmnik jeszcze działa, bo przy porannych przymrozkach ptaszory wygłodzone jak wilki. Na słoninach wiszą grona mazurków. I nie tylko… Taka „ptaszyna” też się pojawia. 🙂 Na słoninie też czasem „wisi”, łbem do dołu, bo siedzi wtedy na daszku karmnika.

No to pomarudziłam.:) Trzeba było uczcić początek wiosny. :)))
Pozdrawiam serdecznie:)

Są pewne granice…

Aktualnie chodzi o granice mojej cierpliwości… Staram się nie poruszać tematów politycznych i innych podobnych. Omijam komentowanie aktualnej sytuacji w naszym kraju. Inni robią to lepiej. A ja tego nie cierpię. Blog ma być prywatny, o takich zwykłych codziennych sprawach, jak pogaduszki z przyjaciółmi.
Ma być… Ale tym razem mnie ruszyło. Przyczyną był tekst o treści: „Informuję, że dzisiaj władze Polskiego Radia jednostronnie wypowiedziały mi umowę o pracę: z trzymiesięcznym wypowiedzeniem bez obowiązku świadczenia pracy”. Chodzi oczywiście o Jerzego Sosnowskiego. Kogoś, dla mnie, wspaniałego. Niezmiernie go cenię, lubię Jego audycje, czytałam Jego książki. Miałam zaszczyt poznać Go osobiście. Niedawno słuchałam świetnej audycji o Umberto Eco. Do dziś pamiętam Jego rewelacyjną obronę Czesława Miłosza, kiedy jakiś „profesor” wygłaszał o nim bzdury.
No naprawdę, ta dzisiejsza informacja bardzo mnie zirytowała. To co się dzieje w tym kraju?! Zawsze nowa władza kasowała osiągnięcia poprzedniej, były zmiany personalne. Ale żeby tak WSZYSTKO wywracać do góry nogami? Zwalniać TAKIEGO dziennikarza?!
Radiowa Trójka miała już różne przejścia, pozbywano się dziennikarzy, odszedł m.in. Marek Niedźwiecki. Ale to miało jakiś charakter przejściowy. Czuło się, że te zaburzenia są czasowe, że przeminą i Trójka odżyje. Ale teraz… Boję się tych zmian… I, mówiąc szczerze, mam tego dosyć. Wiem, że niepotrzebnie buduje się nastrój niepokoju i zagrożenia, ale naprawdę, to mnie już zaczyna przerastać…
Podziwiam pana Sosnowskiego, życzę Mu wszelkiej pomyślności, na przekór wszelkim przeciwnościom. Pozdrawiam serdecznie.
Grażyna

Garniec marcowy

Bo jak napiszę w marcu, jak w garncu, to będę się powtarzać. 🙂 Po nocnych fanaberiach pogodowych poranek wyglądał mniej więcej tak:

Na wierzbie pojawiły się śniekotki.

A jeszcze wczoraj było tak. Prawdopodobnie to gęsi, bo darły dzioby. Troszkę powiększyłam, żeby było coś widać.:)

Potem drugi klucz, już mniejszy, trochę bliżej.

Od razu poniedziałkowy poranek wydał się milszy. 🙂 Najtrudniej rano pozbierać się i wyjść z domu. Potem oczekiwanie na szkolny. Na szczęście ptasząt coraz więcej i dla takich atrakcji warto wyjść z domu. Udało nam się jeszcze zobaczyć srokosza. Najpierw na czubku dębu, potem polującego nad naszym ogródkiem. Wprawdzie widziałam w naszej okolicy dzierzbę gąsiorka, ale srokosza po raz pierwszy. Synek był po obejrzeniu programu Wajraka, to o tym małym drapieżniku wiedział więcej niż ja. 🙂
Zaczynają się już nieśmiało pojawiać pierwsze kolory. Wreszcie wytęskniony podbiał. Chociaż go teraz zasypało… Ale nic to. Widziałam już fiołki pod śniegiem. I inne takie, przecież pewnego roku była śnieżyca 3 maja, kiedy wszystko już ładnie kwitło.

W niedzielę pobuszowałam u mamy i tam dopadłam moje ulubione krokusy i resztę.:) Pąki wypuszcza już cebulica. Mocno kiełkują tulipany, peonie i irysy. To ciemnofioletowe, to malutki, wiosenny irys żyłkowany (Iris reticulata).

Czyli Matka Natura miesza w tym garncu energicznie.:) Piękne słońce, kwiaty, ptaszęta, wiosenne powietrze, śnieżyca, przymrozki, ciapa. Może jeszcze burza i tęcza? Na razie w kominku ogień tańczy wesoło. A kwiatki sobie fotografuję i wciągam do komputera, żeby było milej.:)

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna

10 marca

To dla Was Panowie. Dla tych, którzy tu zaglądają, czytają, czasem zostawią komentarz, albo i nie. 🙂 Bo święto dla Was też powinno być, nie tylko Dzień Kobiet. Żebyście wiedzieli, że pamiętamy, doceniamy, a nie tylko marudzimy i wymagamy. No cóż, jesteście inni, myślicie czasem w zadziwiający sposób, guziki zapinacie w drugą stronę.:) I też nie macie dołączonej instrukcji obsługi.:) My mamy czasem swoje wizje i marzenia, a potem okazuje się, że właśnie ten, z którym jesteśmy na dobre i na złe jest właśnie TYM, o którym marzyłyśmy. Kimś bardzo ważnym.

Kimś, kto ma swoje fanaberie, ale jest… jedyny i niezastąpiony. Może i pochodzimy z innych planet, ale gdybyśmy byli tacy sami, to byłoby po prostu nudno.:)
Szukałam jakiś utworów, żeby nieco ubarwić ten wpis, bo za bardzo nie umiem składać życzeń. I znalazłam na przykład to. Może moda już nieco inna, ale całość pasuje i dziś.:)

Zastanawiałam się nad kwiatkiem, no ale facetom kwiatka? Raczej jakiś hmm… napój, no ale każdy lubi pewno coś innego.:)
Zatem drodzy Panowie życzę Wam zdrowia, cierpliwości, wytrwałości, żebyście byli… sobą. 🙂 Wspaniali, kochani, doceniani. Żebyście dzielnie walczyli z problemami, które niesie życie. I żebyście pamiętali, że mimo naszych narzekań, to my Was kochamy i potrzebujemy.:)
I na koniec jeszcze piosenka, którą już czasem umieszczałam w komentarzach, ale jeszcze raz przypomnę tutaj.

Wszystkiego najlepszego!

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna

Eeeeech…

Miałam już nie narzekać, nie marudzić. Chciałam pisać pogodnie, o wiośnie, o trzech pięknych łabędziach, które tak nisko leciały, dostojne i dumne. O porannym koncercie ptasiego radia, o budzącej się nadziei, przyrodzie… Ale ciągle coś gryzie, nęka, nie daje spokoju. Jestem wkurzona, zniesmaczona i zwyczajnie jest mi przykro. Tak trudno zapomnieć… Fałszywe, niesprawiedliwe oskarżenie. To, że u kogoś rozumu nie za wiele, ale wyobraźnia bujna. Do prostych słów potrafiąca dopisać zbyt wiele treści. U innej osoby tchórzostwo i kłamstwo. Mogłabym jeszcze dorzucić zarozumialstwo. U mnie naiwność, bo uwierzyłam, że słowo „szacunek” znaczy… „szacunek”. Jak się okazało, słowo to nie miało żadnej treści, było pustym dźwiękiem rzuconym ot, tak sobie. Czasem chciałabym cofnąć czas, albo jakoś wymazać pamięć. Mogło być normalnie, a wyszło… beznadziejnie. Tyle, że mogę sobie popisać. I tak te osoby tego nie czytają…
Muszę sobie jakoś to uporządkować. Czas płynie, a to jakoś nadal uwiera… Mam tego dosyć, naprawdę.
Szukam czegoś, co mi pomoże. Może skorzystać z podpowiedzi Wachmistrza, który zakończył dialog w komentarzach uroczą piosenką Przybory i Wasowskiego? Może iść tą właśnie drogą?:) I nie zastanawiać się nad tym, czy ktoś chciał mnie zniszczyć, podeptać i upokorzyć?
No dobrze. To teraz poszukam czegoś miłego, co lubię najbardziej.:) Mój ukochany zespół napisał, że powoli kończy zimowanie, sezon się zbliża, myślą o kolejnej płycie i koncertach. Mam nadzieję, że niedługo będzie jakaś lista i będę wiedziała, gdzie mnie poniesie, żeby Ich na żywo posłuchać.:)
A teraz skorzystam z tego, co oferuje You Tube.:)

Pozdrawiam serdecznie:)
Grażyna