Bo jak napiszę w marcu, jak w garncu, to będę się powtarzać. 🙂 Po nocnych fanaberiach pogodowych poranek wyglądał mniej więcej tak:


Na wierzbie pojawiły się śniekotki.

A jeszcze wczoraj było tak. Prawdopodobnie to gęsi, bo darły dzioby. Troszkę powiększyłam, żeby było coś widać.:)

Potem drugi klucz, już mniejszy, trochę bliżej.

Od razu poniedziałkowy poranek wydał się milszy. 🙂 Najtrudniej rano pozbierać się i wyjść z domu. Potem oczekiwanie na szkolny. Na szczęście ptasząt coraz więcej i dla takich atrakcji warto wyjść z domu. Udało nam się jeszcze zobaczyć srokosza. Najpierw na czubku dębu, potem polującego nad naszym ogródkiem. Wprawdzie widziałam w naszej okolicy dzierzbę gąsiorka, ale srokosza po raz pierwszy. Synek był po obejrzeniu programu Wajraka, to o tym małym drapieżniku wiedział więcej niż ja. 🙂
Zaczynają się już nieśmiało pojawiać pierwsze kolory. Wreszcie wytęskniony podbiał. Chociaż go teraz zasypało… Ale nic to. Widziałam już fiołki pod śniegiem. I inne takie, przecież pewnego roku była śnieżyca 3 maja, kiedy wszystko już ładnie kwitło.

W niedzielę pobuszowałam u mamy i tam dopadłam moje ulubione krokusy i resztę.:) Pąki wypuszcza już cebulica. Mocno kiełkują tulipany, peonie i irysy. To ciemnofioletowe, to malutki, wiosenny irys żyłkowany (Iris reticulata).



Czyli Matka Natura miesza w tym garncu energicznie.:) Piękne słońce, kwiaty, ptaszęta, wiosenne powietrze, śnieżyca, przymrozki, ciapa. Może jeszcze burza i tęcza? Na razie w kominku ogień tańczy wesoło. A kwiatki sobie fotografuję i wciągam do komputera, żeby było milej.:)

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Grażyna